Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

czwartek, 18 lipca 2013

sianokosy, historiohorrory, i takie tam

U mnie dziś były sianokosy, wreszcie ubłagaliśmy sąsiada aby przyjechał skosić, od jutra obracanie... jak dam radę...? nie wiem! chłopaki na padoku:-( ale im zgrabiam i zawożę, więc się cieszą, no i much tu jest mniej, a to już ewidentną zaletą jest. Nowa czytelniczka zapytała o zaufanie koni, powiem tak - z zaufaniem jest jak z szacunkiem, trzeba na nie zapracować i zasłużyć, a gdy już nam koń zaufa, to choćbyśmy mu świństwo największe (w jego mniemaniu) zrobili, jak cięcie obolałego kopyta i trzymanie na siłę, łącznie z tzw. tutką (miał tylko raz, przez moment), to nic tego zaufania nie będzie w stanie zniszczyć,absolutnie nic.
Zawsze mnie rozczulają podczas wzajemnego skubania, często jestem pytana jakim cudem dwa ogiery razem w otwartej stajni bez boksów żyją i pamiętam jak o to pytałam Agniechę. Pamiętam jak dziś jej słowa - jak się pokłócą, to się i pogodzą, to prawda w stadzie dochodzi do bójek, tak jak w watahach, ale nigdy nie zapominają, że są rodziną,a każdy członek rodziny jest ważny bez względu na zajmowaną pozycję.
Z zaufaniem jest natomiast czasem kłopotliwie, pamiętam jak pytałam pana Andrzeja czy widział jakie konie maja do nas zaufanie, odpowiedział mi wtedy - tak, aż za bardzo. Wtedy nie rozumiałam, teraz już wiem , Michałek na zdjęciu kosi kosą spalinową przy ich padoku (to było w tym roku), konie po raz pierwszy słyszały tą maszynę i hałas jaki robi, podchodziły pod samą kosę bez strachu, a to było niebezpieczne, bo kamień mógł im oko wybić, kosę trzymało jedno z nas, a to koniom wystarczyło do poczucia bezpieczeństwa.
Małe Husky kopią małe nory
Duże Husky kopią duże nory, w który małe Husky mogą się skryć
A teraz o tym co się działo, a działo się chyba zbyt wiele jak dla mnie, ale od początku. A początek był taki, że lisiak mi się wyrwał i poszedł na koniczynę świeżą, zamiast na pastwisko, gdzie całą koniczynę już pożarł. Bramy więc nie domknęłam, tylko poszłam za nim aby go złapać. Złapałam, przeprowadziłam i poszłam po Dżygita. Pozamykałam wszystko i dotarło do mnie, że Pasia zniknęła, pomyślałam trudno, polata trochę i wróci jak zawsze szybko. Wróciłam do domu i zajęłam się gotowaniem, przyjechał Michałek po jakiś dwóch godzinach i dotarło do nas, że brakuje trzech maluchów, Pasia oczywiście już dawno wróciła. Michałek musiał jeszcze wrócić do miasta, a ja zaczęłam poszukiwania, myślałam, że konie je stratowały, ale obeszłam wszystko i nic. Zaczęliśmy podejrzewać, że je Pasia wyprowadziła, choć wydawało nam się to dziwne, bo dzień wcześniej, zabraliśmy Arrowka i Pasię na linkach na spacer, a małe bały się pójść i wróciły na podwórko, tylko jeden z nami poszedł i w połowie spaceru padł wyczerpany, trzeba go było nieść. Poszłam na poszukiwania w jedną stronę, do wsi obok - i nic! Byliśmy przerażeni. Wpadłam na pomysł aby przypiąć Pasię do 17 metrowej linki i pozwolić jej prowadzić,a ja za nią na końcu tej linki, pozwalając jej wybierać drogę. Zaprowadziła mnie kawal drogi, przez pola dolasu, biegła aż się ścieżka skończyła i zaczęły chaszcze. Węszyła jeszcze trochę, ale nic, więc jej kazałam prowadzić do domu. Wróciłyśmy, wrócił również Michalek z miasta, sąsiad do nas przyjechał, Michalek poszedł jeszcze do auta i naglę woła - Felina, one mi się chyba w oczach mnożą, bo  ja się siedmiu doliczyłem. Wypadłam z domu, patrzę, rzeczywiście jest jedno zaginione, nie mogłam uwierzyć, patrzymy na maleństwo, na drogę - tyle godzin przecież minęło, a tu kolejne leci! Krzyczeć zaczęliśmy ze szczęścia, ale nadal jednego brakowało... Postanowiliśmy, że rano  znów pójdę szukać, nawołując małe, ale nie mięliśmy wielkiej nadziei, i tak cud, że dwa znalazły drogę. Arrowek budzi mnie zwykle około 4 - 5 rano, aby go wpuścić do domu, wpuszczając go zamarłam na moment nie mogąc uwierzyć ostatnie zaginione małe wróciło - nasza mała suczka była cała i zdrowa, musiała wrócić w nocy, ale jakim cudem, takie maleństwo, nie ma jeszcze dwóch miesięcy nawet, musiała podjąć trop zapachowy, lub dźwiękowy (psy w nocy mocno szczekały i wyły). Po książce, którą właśnie skończyłam czytać "Żyjący z wilkami" Shauna Ellisa, nie mam wątpliwości, że ma rację, co do psów i wilków, do ich podobieństw i metod postępowania. To niezwykle inspirująca lektura, o wielkiej pasji i miłości do zwierząt, zawiera wiele spostrzeżeń i mądrości, które my możemy wykorzystać we współżyciu z naszymi psami. Zrobiła się również mała roszada ze szczeniakami, jedna osoba miała wątpliwości, więc odradziłam branie psa, bo to musi być decyzja pokierowana sercem, nie rozumem. Aby być szczęśliwym z psem i włączyć go do rodziny (stada), trzeba się zakochać, bo jeśli sprawę rozważymy czysto intelektualnie,to jest to obowiązek, koszt, uwiązanie, problemy - same minusy. Natomiast jeśli weźmiemy psa sercem, to pokonamy wszelkie trudności, a właściwie, to ichnie będzie, bo miłość nie jest obowiązkiem. Pies w rodzinie, to przeżycie niezwykle i wyjątkowe, nieporównywalne z międzyludzkimi uczuciami, nie ilościowo, a jakościowo - to zupełnie inna opowieść. Piesek idzie tam gdzie go bardzo chcą i dopytują, zresztą są tak piękne i cudowne, że nie ma co się dziwić, że od razu znalazł domek. U nas zostają cztery - trzy do zaprzęgu i maleństwo, które odkarmiliśmy tak, że w końcu matka - Pasieńka je zaakceptowała, ale jest maciupeńkie jakby było karłowate, za to piękne z szatą troszkę wilczą - takie husky, to rzadkość jest pod każdym względem:-) No to idę wymoczyć nogi, bo bieg po lesie z Pasią odbył się w kaloszach z tego wszystkiego i całe nogi mam w zdartych pęcherzach:-(
Najmniejszy wilk na świecie
Mała nora małych huskych ze skarbami
Mama zostawiła nam kość
zdrowe
nawyki
żywieniowe;-)

13 komentarzy:

  1. Boszszsz, co za historia! Można oszaleć. Ale gdzie one były? Wiesz? Są niesamowite, zmieniają się ze zdjęcia na zdjęcie. Kilka dni temu były szczeniaczkami, teraz to są już pieski! Miałam kiedyś karelczyka. Ten to nory kopał! Takie z awaryjnym wyjściem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To awaryjne wyjście, to dobre jest! ale lepiej im nie podpowiadać. Nie mam pojęcia gdzie, ale łapki były w błocie, a futerko całe w nasionkach, takich co to się czepiają sierści.

      Usuń
  2. Dlaczego ja nie mogę mieć więcej psów? Jakie one są piękne. Coraz piękniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agniecha zaszalej w weź samca dla swojej Akity! Zwłaszcza, że jest wysterylizowana, więc bez licznych niespodzianek będzie, a psy w parze są przeszczęśliwe!

      Usuń
  3. Które to te moje? ;)))

    A koniowi zakładałaś kochana nie tutkę a dutkę ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, a to dlatego, że to nie ja, a pan Andrzej zakładał. Twoje jedno brązowe, które robi się rude jak Arrowek je marchewkę na zdjęciu:-)

      Usuń
    2. A i jeszcze to Twoje wróciło jako drugie:-)

      Usuń
    3. Dobry pies, dobry pies!!! :-)))))

      Usuń
  4. Właśnie miałam pisać, ze dutka :)
    Psom we dwójkę raźniej, jak i człowiekowatym;)
    A ja czasem myślę, że jak już się z Absorberami obrobię to i może co jeszcze sobie przygarnę...:)
    Dzieciuchy psie słodkie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, owo narzędzie tortur widziałam dwa razy w życiu i oby tak zostało, a co do powiększania stado-wataho-rodziny, to życzę całym sercem:-)

      Usuń
  5. Zwariowałam... Nie było mnie tu całe wieki... chociaz mi sie wydaje, że to zaledwie kilka dni minęło,a... aż się boję myśleć ile tak naprawdę czasu upłynęło... A tu tyle się wydarzyło... Chociaż nie będę ukrywać... na widok Maluszków aż mi się kolana ugięły... Cudowności... :):):)

    Echhh... Mam do nadrobienia chyba ponad rok zaległości, to... idę czytać :D:D:D

    Paula - pozdrawiam serdecznie :D:D:D

    OdpowiedzUsuń