Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

niedziela, 28 stycznia 2024

Jak to się zmienia w naszej lokalnej polityce.

Nasza lokalna polityka to stosunki międzygatunkowe na poziomie podłogi ( głównie ) pomiędzy psem a kotem. Z ciekawością obserwuję zmiany, próby zrozumienia, zniecierpliwienia, rozczarowania, ponowne próby nawiązania kontaktu, konflikty, kompromisy, przeróżne łapo- oraz pyskoczyny.

Kiedy pojawił się u nas Korus, to zgodnie z mądrościami internetu nabyliśmy kojec, bezpieczne miejsce dla psiny, żeby się tam mógł odosobnić i wyciszyć. Teoria taka.
Następnie okazało się że kojec psu nie pasi. Spać to on lubi na podłodze, w kącie przy lodówce, albo przy schodach. Posłanie niekonieczne. Próbowaliśmy zwierzątko zachęcać, ale jakoś też połowicznie, bo Latający pomysłowi kojca raczej był przeciwny od początku, a ja z wytrwałością i systematycznością jakoś mam nie po drodze... 
Kojec więc stał sobie pusty, miejsce zajmował w dużym pokoju, urodą nie grzesząc. Parę dni temu podjęłam decyzję, że rozebrać to trzeba. No i wyjątkowo od razu wprowadziłam ją w czyn, co chyba znaczy, że mnie ten kojec już wkurzał gdzieś głęboko, w pokładach podświadomości. I szybciutko go złożyłam, i nawet prędko trafił do garażu, gdzie stoi i czeka na następnego właściciela. 

Ludzie, chcecie kojec dla psa? Stan idealny, bo chociaż stał w chałupie 5 miesięcy, to nie był używany. Chętnie sprzedam.

Z kojca zostało więc gustowne posłanko w kolorze szarym. Psina nawet chętnie zaczęła polegiwać.
Ale. Dnia pewnego, po śniadaniu, idę ja sobie i patrzę, co tam leży na psim łóżeczku? Ano kocica.
Próby odbicia jak na razie zakończyły się przegraną oficjalnego użytkownika. Kiedy ktoś leży na posłaniu, to jest to kot. A pies wykłada się w kącie korytarza, na kafelkach. 






I tak to. Czekam na chwilę, gdy oboje będą spali na jednym łóżku. Widzę, że jest to możliwe.

Tu Korus, na swoim posłaniu, odpoczywając po ciężkich przejściach. Mina zbolała.
Pi się ulitowała i pozwoliła mu wejść na jego łóżeczko.





PS. No i oczywiście, jak co roku, gdy dzień dłuższy a nadzieja w sercu rośnie - ORKIESTRA GRA!



obrazek skopiowałam z internetu, myślę że Owsiak Jerzy się nie obrazi