Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

poniedziałek, 16 października 2017

Kolorowo.

Jesień. Lubię ją. Jest taka piękna, nawet kiedy pada, chmurzy czy wieje.
Wiać ma jednak z umiarem, bo boję się spadających drzew i odlatujących dachów.
Nie ma idealnego miejsca na osiedlenie się, ale każde ma swoje zalety. My na przykład mieszkamy, można powiedzieć, w dziurze nad rzeką. Wietrzysko przelatuje wysoko nad nami i zazwyczaj nie czyni szkody bezpośrednio w obejściu. Ale dla równowagi, mamy bardzo rzeczywiste zagrożenie powodziowe. I chłodny mikroklimat, który miły jest w czasie upałów, ale mniej sympatyczny wiosną, gdy u sąsiadów kwitną już tulipany, a u nas ciągle panują przymrozki. Ale nie narzekam. Wiedziały gały, co brały.

Jesień jest piękna, zwłaszcza dziś. Rano poszliśmy na szybki obchód okolicznych lasków i pastwisk, i wróciliśmy ze zrywką pełną prawdziwków. Część już zjedzona.
Poza tym, czas zbiorów, czas plonów, czas przerabiania i magazynowania. Czas wspaniałych kolorów.
plon z pastwiska

z ogrodu

ze szklarni





buraki po lewej od selera proszą Opakowaną o cierpliwość ( pisemnie na samym dole wpisu )



ostatnie róże są może nawet piękniejsze niż pierwsze

Buraki w paski prosiły, żeby przekazać Opakowanej, że w związku z zapowiadaną przepiękną pogodą przez co najmniej tydzień, planują przez ten czas pozostać w glebie i troszkę podrosnąć. Więc się jeszcze nie zaprezentują w tym wpisie.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Zamiast buraka.

Obiecałam Opakowanej, że pokażę jej pewnego buraka, ale jakoś mi nie idzie. Burak jak w ziemi tkwił, tak i tkwi, a zdjęcie nie zrobione. Może powinnam skądś wytrzasnąć specjalistyczny aparat fotograficzny do robienia zdjęć pod ziemią bez wyrywania, ale nie wiem, gdzie takie robią. Więc Opakowana pozostanie jednak na razie bez buraka.

A poza tym, skoro już udało mi się zgrać pogodę, siebie, aparat fotograficzny nadziemny, oraz konie do pozowania, to pokażę te konie, bo sądząc po ostatnich postach, mamy tu blog ogrodniczo - nihilistyczny, a nie koński.

Źrebięta jakby urosły, ze słodkich puszystych maluchów przekształciły się w sympatyczne, przytulaśne koniki, każdy z własnym wyglądem i charakterem.

Wiosną był mały problem z oswajaniem niejakiego Kokotka, odpuściłam sobie, bo był trudny, a potem najadłam się wstydu, kiedy przyjechali pracownicy Związku Hodowców Koni do opisu i chipowania młodych, a Kokotek się nie dał. Wodził nas za nos bardzo sprawnie. Chipa więc nie ma w sobie. Najwyraźniej zdecydował, że jest wolnym ogierem i basta, i nie będą mu człowiekowate elektronicznych elementów w szyję wkładać.
Teraz co prawda, po intensywnym kursie pt. "Człowiek najlepszym przyjacielem konia", już się nie boi, wręcz przeciwnie, nie daje się odgonić.

Oczywiście, trudno zrobić fajne zdjęcie konia, który właśnie oblizuje aparat fotograficzny, lub wkłada fotografowi łeb pod pachę ewentualnie sprawdza, czy obuwie jest porządnie wykonane, a sznurówki dadzą się rozwiązać, albo chociaż odgryźć.
Więc dokumentacja chwili jest taka sobie. Ale jest.



Kokotek, a może Brzeczka.

A to już na pewno Brzeczka.

Ożanka z głową w cieniu.

Muszelka z Ożanką.

Pobawmy się trochę.

No, co się tak gapi człowiek?

Latać też umiem.

Przy wodopoju.



środa, 26 lipca 2017

Obecna!

Ten wpis jest dlatego, że Mika twierdzi, że zeszłam z tego świata, po zjedzeniu grzybów o wdzięcznej nazwie bzowe ucho. I jeszcze sugeruje, że to mój duch w zaświatach ( to go mam, skoro ona tak twierdzi, jakoś nigdy nie byłam pewna... ) a nie ja pisze. No niech będzie, że duch może pisać komentarze, ale cały wpis, i żeby jeszcze zdjęcia powklejał, a najpierw je zrobił? Mika, ja żyję!


Deszcz popadał przez dni parę i nagle z prawie cywilizowanego ogrodu zrobiła się dżungla. Dobre sąsiedztwo roślin zmieniło się w dzikie uściski i szalone objęcia.
Kartofel pomieszany z burakiem liściowym, dynia pełza po bobie, kolendra słania się po marchwi, kapusta dusi majeranek. Podsypane garścią ślimaków, gąsienic przeróżnych i mszyc dziwacznych.
A nad szaleństwem naziemnym szaleństwo fruwające. Motyle, ważki, pszczoły, trzmiele inne z nazwy nieznane stwory.







poniedziałek, 17 lipca 2017

Nadprzyrodzone moce.

Skąd one wiedzą?
Kosiarka zaczyna kosić, a tu od razu się zlatują, znikąd, te biało-czarne sępy, z czerwonymi nogami i dziobami.
I uczta się zaczyna. Tu coś, tam coś, przystawki, dania główne, desery... Tylko ciągnik przeszkadza w konsumpcji.


Skoszone.
Jakkolwiek pada.
Ale może wyschnie.

niedziela, 16 lipca 2017

"Łańcuch światła"



"16 lipca 2017 r. postanowiliśmy się spotkać, by okazać, jak bardzo ważne dla naszego kraju są instytucje, których niezależność gwarantuje, że jesteśmy obywatelami demokratycznego państwa prawa. Zapraszamy wszystkich, którym dobro naszej Ojczyzny leży na sercu, by przyłączyli się do nas i przyszli w najbliższą niedzielę o godzinie 21 pod siedzibę Sądu Najwyższego ze świecami. Stwórzmy łańcuch światła i czystych intencji. Bądźmy razem!
Niestety, do Warszawy daleko. 
Nie pojadę, ale w geście solidarności wystawiam świeczkę ( Almi decor- świeca zapachowa - skoro już podwinęłam im obraz, to chociaż zareklamuję ).

piątek, 30 czerwca 2017

Ciągłość.

Coś się ciągle zmienia, ale też w perspektywie większej, cykl wiecznie się powtarza. Koło pór roku się kręci, przewalił się nam najwyższy punkt. Siano zebrane z połowy łąk. Bele zwinięte już pod dachem, deszcz im nic nie zrobi, konie będą miały co jeść przez całą zimę.

Jest to doprawdy wielce pozytywne uczucie ulgi, poczucie bezpieczeństwa, kiedy sianokosy się udają. My nie uprawiamy zbóż u siebie, ale myślę, że podobne, acz większe uczucie ulgi, wdzięczności, radości, uniesienia, nachodzi, nachodziło i nachodzić będzie ludzi po żniwach.
Zboże. Ziarno. Mąka. Chleb nasz powszedni. Żarcie, jednym słowem.
Tańczmy, śpiewajmy, weselmy się, kiedy zboże zebrane, a zima nie grozi już głodem.
Zapomnieliśmy trochę, w naszym dobrobycie, z którego jakoś nigdy nie jesteśmy zadowoleni, co to przednówek, śmierć z głodu we własnym domu.... Pewnie, że dobrze, że już tego nie znamy.
Szkoda jednak, że brak nam szacunku dla natury, która wydaje się, z perspektywy miasta, telewizora, samochodu, telefonu, taka mała, taka nieważna, taka - oswojona.
A potem przychodzi niespodziewanie - wiatr, ogień czy woda, i się pokazuje, kto tu jednak rządzi.

No. To jeszcze trzeba będzie poczekać, żeby zrobić siano z reszty łąk. Prognoza mówi, że zimno będzie i pochmurnie przez pierwszą połowę lipca. Pożyjemy, zobaczymy. W tamtym roku robiliśmy siano w sierpniu. Nie było pogody na sianokosy.
Może za to grzyby się pojawią w lesie... Jagody chyba gdzieś się zaczęły, bo ptaki srają na fioletowo. Na razie nie trafiają w białe pranie. Odpukuję.

Źrebaki rosną, złazi z nich powoli niemowlęcy puszek. Drapią się, bo je swędzi ta zmiana sierści, strupy, łyse miejsca nie dodają im urody. Ale i tak są najpiękniejsze.

W ogrodzie dobrze się dzieje. Wszystko wzeszło, rośnie, kwitnie i pręży się do słońca, albo kłania wiatrowi ( dziś prawie do ziemi ).
Kocica podbiła serce mojego Taty.

Dziki ogród.

Dziki mak.

A w nim dziki trzmiel.

Dzikie warzywa i rośliny towarzyszące. Też dzikie.

Dziki płot.

Dziki len z dziką maciejką i wszystkimi innymi resztkami roślin ze starych torebek z nasionami jako kwiatowy brzeg grządki.

Dziki czosnek a za nim dzikie butelki obok dyń i kabaczków.

Dzikie pomidory.

I ich dzieci.

Aparat się wyładował a poza tym głodna jestem i trzeba zrobić śniadanie. Cześć.