Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

środa, 26 lipca 2017

Obecna!

Ten wpis jest dlatego, że Mika twierdzi, że zeszłam z tego świata, po zjedzeniu grzybów o wdzięcznej nazwie bzowe ucho. I jeszcze sugeruje, że to mój duch w zaświatach ( to go mam, skoro ona tak twierdzi, jakoś nigdy nie byłam pewna... ) a nie ja pisze. No niech będzie, że duch może pisać komentarze, ale cały wpis, i żeby jeszcze zdjęcia powklejał, a najpierw je zrobił? Mika, ja żyję!


Deszcz popadał przez dni parę i nagle z prawie cywilizowanego ogrodu zrobiła się dżungla. Dobre sąsiedztwo roślin zmieniło się w dzikie uściski i szalone objęcia.
Kartofel pomieszany z burakiem liściowym, dynia pełza po bobie, kolendra słania się po marchwi, kapusta dusi majeranek. Podsypane garścią ślimaków, gąsienic przeróżnych i mszyc dziwacznych.
A nad szaleństwem naziemnym szaleństwo fruwające. Motyle, ważki, pszczoły, trzmiele inne z nazwy nieznane stwory.







33 komentarze:

  1. Wejście do Twojego warzywnika jest przepiękne. Niczym furtka do Tajemniczego ogrodu:))
    Uwielbiam tą odmianę róży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tajemniczy ogród" był ulubioną książką mojego dzieciństwa i jedną z pierwszych inspiracji ogrodniczych. Dzięki niemu nie marudziłam aż tak bardzo, kiedy mama kazała mi plewić na działce, bo sobie wyobrażałam, żem panna Mary.:-)

      Usuń
  2. Bardzo mi się podoba ten szalejący gąszcz. Wiem, że utrzymanie go w ryzach jest trudne, ale malowniczości mu nie można odmówić, a opisem się zachwyciłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już taka pora, że nie trzeba trzymać w ryzach. Rośliny ozdobne, warzywa są już tak duże, że właściwie nie ma już miejsca na chwasty.

      Usuń
  3. Uwielbiam patrzeć na takie obfite od wszelkiego dobra ogrody! Jest pięknie i jeszcze smacznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś jadłam po raz pierwszy jabłka z własnoręcznie siedem lat temu posadzonych jabłoni. Smaczne!

      Usuń
    2. Dajesz nadzieję,bo nasze drzewka owocowe też już mają parę lat,najstarsze chyba z 5 i nic, zero owocka!za to samosiejka jakas owocuje pięknie,pojęcia nawet nie mam co to za jabłonka,bo wyrosła obok starutkiej poniemieckiej papierówki.

      Usuń
    3. U mnie już wyrosły całkiem spore drzewa, to i frustracja była wielka, że ciągle nic i nic, a drzewsko rośnie.

      Usuń
  4. Fajnie, że żyjesz Agniecha, chociaż twoje zdjęcia wskazują jako przebywałabyś jednak w raju :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknościowy ogród...a kiedy moja róża taka będzie? Ma od zeszłego roku dwa chude badylki:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 7 lat Maszo. U mnie. Z wszystkimi szykanami - choroby różne, mrozy zimowe, przymrozki wiosenne... Nie martw się, Twoja też w końcu urośnie.

      Usuń
  6. Ale ładnie! U mnie chwast wielki, nie daję mu rady, ale wszystko inne tez bujnie rosnie. Róże odbijają i inne różności odkad owcom wstep wzbroniony. Gdyby tak one mogły wyjadac wybiórczo, miałabym raj.
    Sierpień zbliża sie wielkimi krokami. Mam nadzieję, że i ja się zbliżę na odległość ręki do Was. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, napisz owcom na tabliczkach przy każdej roślinie:"NIE WOLNO", "WOLNO". Skąd mają nieszczęsne wiedzieć.
      Po drugie, zobowiązałaś się właśnie PUBLICZNIE.

      Usuń
    2. Izydorze - każdy chciałby mieć owce wybiórcze :) Moje synusie wyżarły wszystko, oprócz dyń i cukiń (otrzymanych od Agniechy... może to dlatego? respekt mają?)
      Agniecho - Ty wiesz, że uwielbiam ten Twój busz... który jest tak naprawdę bardzo porządny :)

      Usuń
    3. Mają respekt. Albo się boją zapachu obcego? Wczoraj, jak dałam wody tej twojej owcy w zagródce, to dałam jej się powąchać. Obwąchała mnie dość dokładnie, następnie wybałuszyła oczy i wycofała się bardzo powoli w kąt zagródki. Dalej już nie mogła. I tak stała i patrzyła na mnie oczyma wytrzeszczonymi, aż się oddaliłam. Wtedy uwaliła się w kącie przy sianie.

      Usuń
    4. Biedna owca... taka trauma ;) Szczęście, że jej gorączka nie wróciła! A dzisiaj już siusia normalnie :)
      A może to trauma z Wielkiej Owczej Ucieczki, kiedy moja owca goniła Twoje konie, szukając w nich pociechy... a one przed nią uciekały, przechodzi z pokolenia na pokolenie?!

      Usuń
    5. Może tak. Ty wiesz więcej na temat owczej psyche.

      Usuń
  7. U mnie podobnie, tylko mniej warzyw. W cukinię zaopatruję rodzinę i znajomych królika, dynia sama poszła do sąsiada. Z kilku bobów (?) miałam bobu tyle, że jadłam go dwa dni. Wszelkie pnącza pną się na drzewa i zwisają jak liany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też rozdajemy. Oraz jemy, oraz przerabiamy i zamrażamy.

      Usuń
    2. O, to prawda :) Rozdają hojnie! Jestem szczęśliwą obdarowywaną! :)

      Usuń
    3. Jeszcze będziesz mnie przeklinać, mówię Ci. Wróciłam wczoraj od Ciebie i poszłam zobaczyć, co u ogórków, bo zapomniałam je po sznurkach owijać i jakoś smętnie zwisały zamiast dziarsko się piąć w górę. No i się okazało, że zwisają, bo są obciążone. Owocem swym licznym. Nawet nie zamierzam ich dotknąć, tych owoców, które zebrałam, bo w harmidrze rodzinnych odwiedzin robić zalewę - wypiją mi zaraz, myśląc, że to alkoholowa nalewka. A potem marudzić będą, że dziwna w smaku.

      Usuń
    4. Jeszcze Cię nie przeklinam, ale kto wie... na razie zalałam je wodą i czekają... czekamy razem na wenę :)

      Usuń
    5. Leżysz razem z nimi w wodzie? Jaki upał... Panie koprze...

      Usuń
  8. Och, to jest super. Naprawdę cooltowy gąszcz sobie wyhodowałaś. (to była pierwsza myśl). Rany, kleszcze tam muszą mieć używanie...(to moja dusza mieszczucha)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gąszcz faktycznie sobie ładnie wyrósł tego roku.
      Kleszcze respektują granice nieruchomości i trzymają się na zewnątrz ogrodzenia. Serio. Chociaż myślę, że ich nieobecność więcej ma wspólnego z regularnym koszeniem pasa łąki dookoła, niż z ich umiejętnościami czytania map.
      Moja dusza mieszczucha pozdrawia Twoją. :-)

      Usuń
  9. Super, bardzo mi się ta dżungla podoba! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękny ogród :))) Jarmuż zaprasza do degustacji, a jezówki- cudowne. Chciało by się zanurzyć w tej zieloności.... Serdecznie pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. no więc już pod wcześniejszymi postami miałam Ci napisać, że jestem pod ogromnym wrażeniem ogrodu, warzywniaka, łąki, konstrukcji pomidorowych/ogorkowych bo chyba nie dyniowo-kabaczkowych?? albo cukiniowych? to raczej pełznie po glebie?. poza oczywistym uwielbieniem i czapkowaniem z powodu koni. tylko składam wpis do księgi zażaleń i wnioskuję o częstsze wpisy !!! Teatralna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzejmie dziękuję za komplementy.
      Konstrukcje sznurkowe zewnętrzne u mnie są dla ogórków oraz fasoli Piękny Jaś. Chociaż dynie też się ponoć tak uprawia. Prawdopodobnie konstrukcja dla dyń powinna być jakaś bardziej masywna.

      Łatwo Ci pisać o częstszych wpisach, droga Teatralno. Pomijając wymówki w rodzaju brak czasu, brak weny, brak tematu, pozostaje jeszcze sprawa zasadnicza. Tak naprawdę to nie jest mój blog. Tylko Pauliny. Tej ze zdjęcia na samej górze. Potem blog był nasz wspólny, a potem ona wzięła i znikła. I mnie to zniknięcie do tej pory dręczy i męczy, ale za to mam doskonały pretekst do zaniedbywania bloga.

      No a od dzisiaj jestem przeziębiona. Już mi zaczyna z nosa ciec na klawiaturę, gorączka rośnie i w ogóle uwielbiam chorować letnią porą. Więc na razie nie licz na wpis. Pozdrawiam Cię.

      Usuń