Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

sobota, 20 lipca 2019

O potrzebie dokształcania ( się ).

A było to tak.
Wybrałam się dnia pewnego do Castoramy, ponieważ trzeba było nabyć "studzienki ściekowe Marley" ( jakiś fan reggae w wydziale nazw Castoramy się ukrywa?). W ogóle te studzienki niepodobne do Boba Marleya.
Kiedy już byłam w Castoramie, to jak zwykle zrobiłam sobie obchód całego sklepu - markety budowlane to jedne z moich ulubionych sklepów.
No i te zachęcające wrota samo-otwierające się do działu ogrodniczego. Wciągnęły mnie. Zauważyłam bowiem już dawno, że w Castoramie można trafić czasem na zadziwiająco niestandartowe gatunki. To idę sobie wśród regałów,  z których zwisają smętnie ( gorąco było, a wodę należy oszczędzać ) różne rośliny.
Idę i idę, i ciągle idę, aż tu nagle :"O!" Zobaczyłam bowiem sympatyczne fioletowe kulki na długich szarozielonych patykach. Które stały, a nie zwisały. Myślę więc sobie: "Suszo-odporne jakieś - tego mi potrzeba."  Bo właśnie nową rabatkę bylinową tworzę, w miejsce trawniczka wątpliwej urody a suchości sporej. Wygrzebałam jakieś najbardziej żywotne, do tego jeszcze lawendy jakieś, i do kasy. Nadmienię, że roślina była bez nazwy. Chłopię skanuje, kasuje, więc go pytam co to za roślina, może komputer mu powie, bo ja nie wiem. On klika, klika, stuka, klika, a następnie dumnie odczytuje:" Bylina". Powiedziałam mu, że "Bylina", to tak jakbym go spytała, jak się nazywa, a on by mi odpowiedział: "Chłopak". Spojrzało na mnie chłopię z wyrzutem, że co się czepiam, i w pracy przeszkadzam... Poszłam.

Ale oczywiście spokoju mi nie dawało, co to za badyle nabyłam, i jak to może być, że nie wiem, jak się nazywają. Bo ja to niby w swojej własnej opinii takim dobrym ogrodnikiem jestem. A tu proszę - takie sobie zielsko z Castoramy zwaliło mnie z piedestału ogrodnika prawiedoskonałego. Pokory trzeba, pokory...
Więc do internetu i szukam, i czytam, i szukam, i oglądam obrazki. I w końcu wiem, co mam.
Otóż jest to werbena pospolita. Tu się okazało, że do tej pory żyłam w przekonaniu, że werbena jest jedna, i że na dodatek to, co zawsze uważałam za werbenę, to werbena cytrynowa, ewentualnie lippia trójlistna, coś zupełnie innego od tej pierwszej. No to dlaczego nazywa się tak samo? Linneusz nie byłby zadowolony.



No bo jak można nazwać jedną nazwą dwie zupełnie różne rośliny? Bo sami popatrzcie:
werbena pospolita, która okazała się patagońską

werbena cytrynowa



I tu należy wprowadzić uzupełnienie, bo po komentarzu Grażyny i nieco głębszym przestudiowaniu tematu okazało się, że werbena ze zdjęcia pierwszego jest werbeną patagońską. 

A teraz wprowadzamy uzupełnienie nr 2, ponieważ według Tabaazy na zdjęciu poniżej nie jest werbena pospolita, ale krzaczasta.


werbena pospolita, zdjęcie wzięte z internetu, która okazała się być werbeną krzaczastą

Natomiast werbena pospolita wygląda tak:
werbena pospolita, zdjęcie wzięte z Wirtualnego Atlasu Roślin

No i jeszcze trochę ładnych kwiatków, oku ku uciesze.

Lilie, co mi się same wyhodowały, wyjątkowo interesujące w kolorze.


A tu specjalnie dla Rabarbary, jeżeli zajrzy:



środa, 26 czerwca 2019

Zachwyt.

Były jakieś szczytne plany, coby napisać coś mądrego, z sensem, a tu nic. Czas uciekł, praca została, upał też, a ja nie za bardzo funkcjonuję, gdy gorąco. Ciśnienie w człowieku niskie, w głowie się kręci, nogi się gną w kolanach...Więc roboty ogrodowe i inne zewnętrzne raczej wczesnym rankiem i wieczorem, a i to czasu mało. W ciągu dnia - trochę na dworze, z przerwami, albo we w środku, w relatywnym chłodzie. Pies dyszy i ledwo chodzi. Ma już swoje lata, więc nic dziwnego, że się męczy. Konie chowają się w cieniu w dzień, a życie towarzyskie i gastronomiczne uprawiają w nocy. Gzy, i cała masa innych gryzo-ssących potworów krąży nad ziemią i próbuje zrobić dziurę i wyssać krew. Tylko nasza kotka żwawa, ale ona młoda jest.

A zachwyt jest - za każdym razem, gdy wychodzę z domu i podziwiam, co nowego zakwitło i urosło.
Pokażę Wam.
Maki do produkcji wiadomoczego.

Róża idealna.

Żeleźniaki dostałam od szwagra Latającego, u niego w Holandii rosły w półcieniu, a u mnie albo w pełnym słońcu albo w cieniu drzew, zależy od pory dnia. nadmienię, że zakwitły po 3 latach.

Róża pnąca potwór - o 6 metrowych przyrostach rocznych. I kolcach jak z horroru.

Cudna róża o kolorze wpadającym w niebieskawy fiolet. Tak się zresztą nazywa -Veilchenblau. Kwiatki malutkie, 3-5 cm.
Tutaj znowu niejaka "Reine des Violettes"


A tu irysik niewiedomojaki ale Tabbaza będzie wiedziała, bo od niej przybył. I dobrze mu u nas, bo tak pięknie zakwitł.

A tu symboliczne spotkanie Hany ( żywokost kaukaski- kwiatki cudnie błękitne ) i Tabaazy ( bodziszek żałobny wyjątkowo nadobny ).

Spodobały mi się pąki hortensji dębolistnej. Tym bardziej, że zachciała zakwitnąć po raz pierwszy.

Jednym z piękniej pachnących miejsc w naszym ogrodzie jest kompostownik, jak widać obsadzony wiciokrzewem.

Warzywniak, przed tygodniem, teraz jest bardziej żółty.

Azalia niewiadomojaka.

Taki piękny.

Róża pnąca, Alchymist jej na imię.

środa, 24 kwietnia 2019

Przybysze z obcych światów.

Nie znam się na robakach, i czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, co to za stwór maszeruje sobie po naszym podjeździe do garażu jak po swoim?

Groźny jakiś, i na mój gust troszkę za duży ( 6, 7 cm długości ). I te groźne szczęki/ żuchwy/ szczękoczułki/ nie wiem co. Nastawiał te narządy dość wojowniczo w stronę aparatu.

Wbrew swej woli został przesunięty na grządkę, gdzie zniknął. Pewnie się zakopał, bo skoro próbował wykopać dziurę w granicie, to w ziemi musiało mu pójść szybko i łatwo.

Znawcy - wypowiedzcie się.





Przypomniało mi się też, że stronę z książki do każdego wpisu dołączać obiecałam sobie. No to proszę, jedna strona z pewnej książki.




sobota, 26 stycznia 2019

Mowa miłości.

Wiele można się nauczyć od zwierząt, oczywiście jeśli człowiek raczy się zniżyć.
Uczciwość w wyrażaniu uczuć to podstawa. I pewnie można by się o tym bardziej rozpisać, ale dziś nie mam weny.



A zgodnie z podjętym postanowieniem, poniżej strona z książki "Zapomniane słowa" Magdaleny Budzińskiej.

niedziela, 13 stycznia 2019

Siema, ludziska, na spacer dziś idźcie!


Nie znam co prawda powyżej podpisanych, ale ich apel jest słuszny. Sklepy zamknięte, pogoda, przynajmniej u nas, niezachęcająca. 
Więc ja Was proszę, pamiętajcie o Orkiestrze i dzisiaj.
U nas na dzikiej wsi nigdy jeszcze wolontariusza Orkiestry nie widziałam, ale w miasteczku gminnym zawsze są. 
I staram się zawsze wrzucić w puszkę, oprócz tego, że i przelew uskutecznię. Bo przelewu nikt nie widzi, a te dziewczyny i chłopaki ze skarbonkami niech mają satysfakcję ze swojej ważnej pracy.

piątek, 11 stycznia 2019

W nowym roku.


Zrobiła się nagle zima pełną gębą. Napadało grubo. Wygląda przepięknie. Świat zrobił się jakiś cichy, spokojny i przytulny. Pojazdy mechaniczne jeżdżą powoli. Ciszej. Rzadziej.

ścieżka do stajni

nasza rzeczka ładnie nabrała wody po tych wszystkich opadach zimowych i w końcu ją widać i słychać


Konie w siódmym niebie. Podejrzewam, że one wolą prawdziwą zimę od lata, a zwłaszcza lata upalnego.

Żarło przynoszone pod nos 2 x dziennie, świeża słoma według potrzeb na czas dostarczona, dach i ściany do użycia jeśli jest potrzeba. Wieczne wakacje. Żadnych much, meszek, gzów, wysokich temperatur.

Sierść gruba i zdrowa, oko błyszczące, krok żwawy. Bawią się w śniegu, biegają, tarzają. Grzebią nóżką szukając czegoś zielonego pod spodem. Jest świetnie. Nic tylko brać przykład.

wspaniałe życie.

pod śniegiem pełno żarcia, trzeba poszukać - witaminy, chlorofil, te sprawy...

gałęzie wierzby połamały się pod naporem śniegu. Ale nic się nie zmarnuje - takie smaczne, soczyste gałązki i kora. Wszystko się zje.

do gołego drewna. Bóbr niech się chowa.

czasem jednak koń wątpi, czy jego gałąź jest tą najsmaczniejszą, czy może jednak ta druga?

Więc one sobie tak bezproblemowo, te nasze konie, a w królestwie zwierząt leśnych strach. Bo ludzie wymyślili, że wystrzelają wszystkie  ( no prawie ) dziki. Takie to ludzie. Ja się NIE ZGADZAM. Może moja niezgoda nie ma specjalnej mocy sprawczej ale "milczenie oznacza zgodę".
Tu link do pewnego tekstu na temat dlaczego jest to działanie bezsensowne.


Przy okazji nowego roku, znając siebie jak zły szeląg, więc nie podejmując postanowień noworocznych wiedząc, że jak sobie coś postanowię, to, hohoho, na pewno tego nie uczynię, wrzucam kawałek mądrej książki.
Postaram się przy każdym wpisie, choćby to było ni z gruszki, ni z pietruszki pasujące, jakiś mądry, inspirujący ( mnie , a może i Wam się na coś przyda ) tekst wkleić.

No to zaczynam; Aldous Huxley "Niewidomy w Ghazie" 1936:




Jakby ciągle aktualne.