Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

środa, 11 czerwca 2014

Och, siano!

Dobrze rozumiem te wszystkie starosłowiańskie i ogólnie chyba wszystkie pogańskie i inne obrzędy celebrujące koniec żniw. Bo to bezpieczeństwo - pożywienie na cały rok zebrane, i bogowie dali zebrać, pogodę zesłali dobrą. To i podziękować im trzeba, i uradować się wypada statecznie.

My co prawda nie orzem i nie siejem, ale kosim i siano robim, dla naszych koni. Więc koniec sianokosów  to końskie dożynki, wychodzi mi.

Pół areału skoszone, zwinięte i zebrane. Przed deszczem. Udało się. Nie zawsze się udaje.
Więc się cieszymy.

A im, oczywiście, wszystko jedno. Nie wiją wianków, nie tańczą w korowodzie, nie śpiewają pieśni. Leniwie machają ogonami i w zadzie mają, że niewolnicy właśnie zapewnili im żarcie na długie, zimowe miesiące.

53 komentarze:

  1. Taki to już niewolniczy los...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jeszcze nie świętuję. Dopiero w połowi siennych żniw. Tak sobie o Was myślałam w ten żniwny czas, czy Wy już po, czy w trakcie jeszcze. Z pasterskim pozdrowieniem

    OdpowiedzUsuń
  3. Po raz pierwszy wiem, co czujecie. U mnie prawdziwe kopki stoją! Nacieszyć się nie mogę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bazylio, witamy u nas, bo chyba skomentowałaś tu po raz pierwszy(?). A macie wy jakieś zwierza trawożerne? Bo przelatując w pośpiechu przez Twój blog, nie przyuważyłam...

      Usuń
    2. Komentarz pierwszy, ale czytam od dawna i "miętę poczuwam":)
      Skosić musiałam przed planowanymi robotami ziemnymi, zebrałam w kopki, żeby się nie zmarnowało, a trawożerne przybywają jesienią. Teraz już mam być dla kogo zapobiegliwa i planuję ciąg dalszy sianokosów.
      Pozdrowienia!

      Usuń
    3. To powodzenia w robotach! A jakie zwierzątka będą?

      Usuń
    4. A Bóg zapłać! Ze zwierzątkami nie chcę na razie zapeszać, bo część z nich będzie zależała od tego czy się ze stajenką wyrobimy przed zimą. Trzymaj kciuki:)

      Usuń
  4. Jak ja bym chciała żeby ktoś naszą łąkę skosił i zebrał siano. Też bym wtedy świętowała, ale nikt nie chce tego zrobić nawet za pieniądze...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, a nasze siano chyba zaraz zmoknie... widzisz tą burzę? Może przejdzie bokiem?
    Pięknie wyglądają te równe pokosy, ale jeszcze piękniej bele pod dachem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bele pod dachem przed deszczem to kamień z serca chłopa/chłopki.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chyba u nas bokiem nie przeszła. A u was? Siano może jeszcze wyschnąć.

      Usuń
    2. Totalnie mokre... spóźniliśmy się o dzień. MOże jeszcze wyschnie...?
      Ale pachnie cu-dow-nie! I mała troszkę skubie ;-)

      Usuń
    3. Ponoć 2 tygodnie pogody przed nami, nie tak upalnej jak parę dni temu, ale w okolicach 20 stopni. Jest szansa.
      I fajnie, że młoda je. Oby tak dalej.

      Usuń
  7. Agniecha, to Ty w tej wdzięcznej sukience i kapelutku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, we własnej rolniczej osobie. Wersja romantyczna. Dzieci koleżanki, żeby nie było nieporozumień.:-)

      Usuń
    2. Bardzo romantycznie;))) Bardzo;)

      Usuń
    3. Och. Bardzo urocza ta romantyczna wersja, bardzo. Bo jak dotąd to Ty zawsze w polarku ;)

      Usuń
    4. I porach, zwisających w kroku.;-)

      Usuń
  8. Wiem, wiem, że dzieci...
    Aż mi się gorąco zrobiło na widok kaloszków. Przy tej temperaturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam. Wody można nalać do środka i tak chodzić.

      Usuń
    2. Zdarzyło mi się. Póki nie zrobi się ciepła, jest całkiem przyjemnie. A jak przelewa się pomiędzy palcami, gdy się chodzi... Doprawdy, polecam.

      Usuń
  9. U nas tez juz po. Ino po tych skoszonych lanach, tyraliera bocki zasuwaja..

    OdpowiedzUsuń
  10. A u mnie trawsko po pachy;))) Oj, żeby mi tak ktoś skosił;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób sobie tunele w trawie, labirynt dla Księżniczki i Kruczka.:-)

      Usuń
    2. I dla siebie;))) Jak to dla Kreta;)))

      Usuń
    3. Krecie, to Ty NIE WIESZ, że krety w ziemi?

      Usuń
  11. Kocham sianokosy....robimy już którąś z kolei łąkę, kosimy suszymy , pakujemy do stodoły!! Pierwsze siano najwartościowsze!!!!
    W tym roku nie kostkujemy, nie balujemy ...zbieramy suche prosto z łąki, i dobrze nam z tym :) Chyba musze kochac swoje kpoytne skoto tak zaiwaniam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nie dalibyśmy rady. Siano robimy dla +/- czterdziestu koni. A z prasą to jednak idzie szybciej i bele da się transportować. No i ta pogoda. Jakaś niestabilna....

      Usuń
  12. Piękne beloty!!! u mnie jeszcze nie zrobione:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu nie? Pogoda nie sprzyja?

      Usuń
    2. Jak są chętni do pracy, to maszyn nie mają, a jak mają to nie mają czasu, a ja w tym roku strasznie alergię na właśnie trawy przechodzę, więc potrzebuję kogoś, kto zrobi od a do zet, a z tym jest ciężko

      Usuń
  13. Agniecha Ty, jak rusałka normalnie!!!!
    Wierzę, że się cieszycie z siana, ale ja tam nie tęsknię. W dzieciństwie i młodości dość się przy nim narobiłam. Wsio łapami (oprócz koszenia), grabiami przerzucanie z lewa na prawo, potem kopkowanie, potem zwożenie. A już makabra składanie tego w stodole wysoko pod dachem, w upał, w kurzu, w pająkach!!! Mnie jako najmłodszej i najmniejszej kazali skakac i ubijać. Wyłaziłam czarna, jak diabieł, pokłuta, wszytsko mnie swędziało. Do dziś mam awersję do siankosów, chyba, że popatrzeć z daleka i powąchać, jak pachnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ci się nie dziwię że sianokosów nie lubisz. Mechanizacja rolnictwa to jednak duża rzecz. Co prawda, bohaterowie na traktorach pieką się żywcem, ale prawdziwy mężczyzna daje radę, no nie?

      Nie przesadzaj z tą rusałką, nadobna Mnemo.

      Usuń
    2. No, zwiną w baloty, zwiozą do stodoły, ułożą, kuniec, a my się naprawde przy tym sianie natyraliśmy. Najgorzej było, jak szła burza, trzeba się było śpieszyć, żeby kopki zrobić, albo szybko na wóz ładować i pędem do stodoły. Lato i wakacje to była ciezka praca, lepiej mieli Ci, co mieli duże gospodarstwa, bo były maszyny, u nas na tym 1 ha wsio łapkami. Pielenie i przerywanie buraków, łapkami, sianokosy łapkami, sadzenie i zbieranie pyrów łapkami. I notoryczne pielenie ogrodu i ogródka. I żniwa....czasem pjciec przy kosie, a my do wiązania (łapkami) snopków. Tak dziś prościej, maszynerie wjadą i szlus:) Za to, jakbym miała sie przebranżowić to wiem, o co biega w gospodarowniu:)))

      Usuń
  14. Wspaniałe zapasy na zimę, to się koniki cieszą:) My też zdążyliśmy z siankiem przed deszczami. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, im wszystko zwisa.;-)
      Też pozdrawiam.

      Usuń
  15. Nieźle, zapasy sianka imponujące :)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowa osobo na naszym blogu, też Cię pozdrawiam.

      Usuń
  16. Bardzo się cieszę, że trafiłam na Waszego bloga. Zawsze się zastanawiałm, który bardziej mnie pociąga - konik polski czy hucuł. Koniki poznałam w Dobrzyniewie, jako dziecko spędzałam z klaczami - matkami każdą chwilę. Dziś, z racji zainteresowań przyjaźnię się klaczą konika polskiego Wizą i jest to najlepsza rzecz, jaka trafiła mi się w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Dobrzyniewa pochodzi nasz ukochany ogier Galeon.
      Bardzo to ciekawe miejsce, ten zapuszczony, samotny dworek pośrodku pól, gdzie trzymają te koniki polskie... I dobrze je tam traktują, widać po koniach.
      A przyjaźń z konikiem polskim, piękna rzecz.
      Witam na naszym wspólnym z Pauliną blogu. Agnieszka

      Usuń
  17. No piękne końskie dożynki z mistrzynią ceremoniału w zwiewnej sukience... Aż chętnie wyrwałbym się pomóc układać baloty! Romantyzm sianokosów porwała mechanizacja ale bez niej rzeczywiście ani rusz. Fajny, pogodny wpis. Życzę również udanej drugiej części i uważajcie na sarny, bo pewnie kryją się w Waszym przyszłym sianku. Jestem pełen podziwu dla pracowitości, mam nadzieję, że koniki sowicie odpłacą. Pozdrawiam Łąkowe Nimfy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nasze" sarny nauczyły się biegać pod pastuchami elektrycznymi. Wygląda to bardzo interesująco, w pełnym biegu nurkuje taka pod drutem, nawet go nie dotykając. A że się muszą nauczyć, to widziałam ostatnio, kiedy spłoszyliśmy niechcący śpiące sarniątko, i ono też pobiegło, i trochę zahaczyło. Ale zaraz wstało i pobiegło dalej.
      Szanowny Leśniczy Jarku, dzięki za chęć pomocy, ale te baloty niech lepiej poukłada ciągnik. Kręgosłup chłopa jednak dużo jest zdrowszy dzięki takim wynalazkom jak ciągnik, kosiarka itp...
      Ale oczywiście, jeśli kiedyś zawitasz w nasze strony, to zapraszamy do "Stadniny Izery".

      Usuń
  18. Dzięki za miłe zaproszenie! Nosi mnie nieco po kraju, to kto wie... I z wzajemnością, bo może kiedyś koniki zaniosą w okolice pszczewskiej leśniczówki?

    OdpowiedzUsuń
  19. W momencie gdy już jest pod dachem ogarnia jakiś spokój w środku, My już od tygodnia mamy załadowaną stodołę do samej kalenicy :)
    My kostkujemy nie zwijamy, z racji łatwości późniejszej ręcznej obsługi. Poza tym zawsze mamy wątpliwości co do jakości siana w tych zwijanych ciasno kłębkach. Nie spotkaliśmy siana dobrej jakości tak sprasowanego, zawsze w środku białe :/
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nasze w 300 kg belach zazwyczaj zieloniutkie i pachnące. Opcja druga - lekko sfermentowane i potem w beli wyschnięte - pachnie lekko tytoniowo i jest mniej zielone. Obie wersje z upodobaniem zjadane przez nasze konie.
      Kiedy nie mieliśmy ciągnika, też woleliśmy kostki.
      Pozdrawiam Was.

      Usuń