Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

sobota, 14 stycznia 2023

Każdy dudek ma swój czubek.

A co niektóry czubek ma swojego dudka.
Wydaje się wam wszystkim, że bredzę od rzeczy?  Jako ten tytułowy czubek? A właśnie że nie. Bo ja tu o majstrze stolarskim Willim Dudecku i jego wyrobie powiem, chociaż niewiele jest tu do opowiedzenia, bo niewiele po nim zostało. A może nie szukałam aż tak bardzo, jak by było można.

Ale wracając do rzeczy,  a właściwie zbaczając w dygresję, Agniecha, dzieckiem będąc, jak każdy właściwie, miała babcię. A babcia w mieszkaniu swym, oprócz różnych tam mebli, posiadała czarodziejski kredens. Taki po Niemcach, co ich z ziem ukradzionych wypędzili ruscy na zachód. A Polaki z Litewszczyzny przyjechały i zostały. Kredens rzadko był otwierany, u góry za szybką stały sobie różne kieliszki i filiżanki, i talerzyki, których używało się tak rzadko, że właściwie służyły tylko do wzbudzania podziwu. Na dole, w przepastnych głębiach za trzema drzwiczkami, kryły się niezgłębione tajemnice. Drzwiczki były zamykane na kluczyk, więc nie dało się ot tak, zajrzeć. A jak już babcia otworzyła, to ho ho, nie wiadomo było, co podziwiać najpierw. Czy te butelki wypełnione płynami zakazanymi dla dzieci, czy, obrusy, obrusiki i serweteczki, haftowane, wykrochmalone, wyprasowane, i poskładane. Czy słoje z cukierkami czekoladowymi i landrynkami, a może stare zdjęcia, a może kryształowe wazony? Kredens był pełen cudów i już. Chciało się w nim zamieszkać, jak w bajce, ale niestety, nie było w nim już miejsca na nawet niewielką dziewczynkę. Lata mijały, dziewczynka rosła, kredens malał, nie tracąc na szczęście swojej magii. Lata mijały dalej, dziewczynka dorosła, babcia była coraz starsza, i w końcu, jak to zwykle bywa z babciami, wzięła i umarła. Mieszkanie zostało, z meblami, i z kredensem. Ogromnym. Nikomu nie potrzebnym. Kredens wylądował w piwnicy. I zniknął z tej opowieści. Pozostało wspomnienie. I sentyment.

Agniecha pojechała na studia, potem pojechała na drugie studia, i gdzieś tam, w zupełnie innym kraju, innym czasie, poznała pewną osobę, która podobnie jak ona, w dzieciństwie była mieszkanką magicznego kredensu. Niesamowite przeżycie. Spotkać kogoś, kto  ma tak podobne wspomnienia dotyczące innego chociaż tego samego mebla. Kredens po Niemcu. Ogromny. Pełen cudów. Z tym że kredens Mai wyemigrował z Polski do Izraela razem z jej rodziną, co to jej Polacy w Polsce nie chcieli. I ona ten kredens wielokrotnie uwieczniła w sztuce. Jako że jest Maja  artystką. Czynną. Tak czynną, jak Agniecha bierną.


Kredens Mai - rysunek.


Kredens Mai - instalacja. Ten jest faktycznie ogromny, bo Maya powiększyła go tak, by dorosły mógł go doświadczać z perspektywy dziecka.


No i dobra, sztuka swoją drogą, a życie swoją.

Agniecha z obcych stron wróciła do kraju rodzinnego, chociaż w inne miejsce tegoż, z artystki przekwalifikowała się w rolnika.
Dom wybudowali z Latającym. Z tarasem. Zadaszonym. Dużym. Z wiecznym bałaganem na tym tarasie, bo wszędzie się na nim jakieś rzeczy a to ogrodowe, a to warsztatowe, a to niewiadomojakie pętały. Wymyśliła Agniecha, że jakiś mebel by się przydał, żeby ten chaos jakoś opanować, albo chociaż ukryć. Najlepiej kredens.
I tak sobie ta myśl bytowała, Agniecha od czasu do czasu a to na OLX, a to na allegro, a to znowu w lokalnym komisie czy na niedzielnej giełdzie sprawdzała, czy aby nie znalazł się właściwy kandydat, ale jakoś się nie zjawiał. Lata mijały. Bałagan nie mijał. Aż tu nagle, w pierwszym tygodniu nowego roku, w ogłoszeniu z marnymi 3 zdjęciami pojawił się ten właściwy. Przeczucie powiedziało, że to on. Tym bardziej, że on bardziej miejscowy niż my wszyscy.
Nawet nie było aż tak daleko. I nawet nie aż taka ruina.  No to pojechali i się zapoznali z meblem i jego właścicielem. Kredens po Niemcu, stał w domu na wsi, co w nim ta rodzina po  II wojnie z Iwano - Frankowska wylądowała tu gdzieś na Dolnym Śląsku. Stał w tym domu u babci, aż się babci zmarło, a kredens był za duży, żeby się zmieścił do domu wnuczka. Wnuczka nie zapytałam, czy też jest z plemienia mieszkańców magicznych kredensów, ale kto go wie. Z oczu mu dobrze patrzało.

No i jest - nasz tarasowy kredens, piękny choć niemłody, stuknęło mu sto lat już pewnie parę lat temu.
Dzieło rąk mistrza stolarskiego z Hirschberga, niejakiego Williego Dudecka. Fajowo. Bliżej mu teraz do Jeleniej Góry niż przez te poprzednie 100 lat w okolicach Chojnej. Trochę zniszczony tu i ówdzie, fornir wytarty do litego drewna gdzieniegdzie, dziury ma po korniku, ale kornik załatwiony na ament, zarzekał się Pan Właściciel. Jakieś czyszczenia, naprawy, szlifowania i malowanie go czekają, ale na razie odpoczywa po przeprowadzce.
Ogólnie, to coś mnie tknęło, gdy go zobaczyłam, nie tylko, że mi bardzo przypadł do gustu, ale jakoś więcej.


A tu nie dość, że się okazało, że pochodzi z Jeleniej Góry, nie dość, że jego wykonawcą jest mistrz stolarski Willi Dudeck ( lubię dudki ), to jeszcze ten Willy Dudeck miał swój warsztat i magazyn mebli w Hirschbergu, adres Rynek 46, w kamienicy, która jest mi osobiście znana. I nie mówcie mi, że to przypadek. 
Ten nasz kredensiorek to raczej prosty mebelek w dorobku Mistrza Dudka. Bo sami zobaczcie:


taka sobie biblioteka - zdjęcie wzięte z Allegro

A tu nasz osobisty dudek, prościzna kuchenna, nadszarpnięta zębem czasu tu i ówdzie:










Temat do rozważań na ulotnością ludzkiego życia, Niemcy odeszli, kredens został, Polacy przeminęli, kredens nadal trwa, my przeminiemy, miejmy nadzieję, że ktoś się tym meblem zaopiekuje i będzie on sobie dalej istniał, niemy świadek ludzkich historii, których nikt nie usłyszał, i nikt nie pamięta.


I tu oczywiście pytania do naszych specjalistek od odnawiania. Jak to oczyścić? Czym następnie pomalować?





53 komentarze:

  1. Fajny kredensik i górę ma jak okular
    To Ci się pięknie z kredensem ułożyło, chociaz przez chwilę pomyślałam, że ten z dziecinstwa jeszcze żyje i czeka, i to on wrócił do Ciebie.

    No to tak, mój mistrz renowacji oczyszcza taki mebel z warstwy wierzchniej , jesli zniszczona to bardziej dogłębnie szlifuje,jesli nie, to tylko matowi, później uzywa matowej lakierobejcy, kolor mozna dobrać jaki sie chce, taki jasny,lub odcienie ciemniejsze. Kupijemy w Liroy Merlin.
    Drogą internetowa nabywa się fornir i za pomoca stsrego zelazka przykleja do wyczyszczonego połoza , czyli stary zniszczony fornir z blatu sie odrywa,, szlifuje podloze, zeby bylo gladkie.
    Wszystko mozna obejrzec w na youtube, poszukaj.
    Wiekszosc osob idzie inna droga, czyli lodszlifowuje cały mebel, i woskiem nadaje mu charakteru,koloru i czego tam tylko pragnie.

    Za bledy w pisaniu przepraszam, ale ciezo sie pisze dlugie komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z telefonu piszesz?
      Nie przepraszaj.
      Dzięki za porady, poszukam se na internecie wobec tego filmów oświatowych w temacie renowacji, ale jeszcze spytam, to ten fornir jest od razu z warstwą kleju?

      Usuń
    2. Z telefonu. Nie wiem dokladnie, J.korzystal z porad w internecie. Jest z klejem, mozna tez,kupić klej osobno, trzeba sobie wyszukac odpowiednią metodę.
      Tu np.takie porady
      https://www.urzadzamy.pl/porady/diy/fornirowanie-starych-mebli-jak-przykleic-fornir-zdjecia-krok-po-kroku-aa-9hcN-r34Z-qMeA.html

      Usuń
    3. Dzięki! Bardzo pomocne.

      Usuń
  2. Lubię kredensy. U mojej Babci był skromniejszy, pomalowany na biało, a wyleciał jeszcze za jej życia. Został zastąpiony przez paździerzowe szafki przy okazji zmniejszania kuchni bo trzeba było wygospodarować łazienkę. Za duży jednak był, mimo że skromny. Bo to potrafią być monumenty, pomniki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredens to coś jak żaglowiec, statek piratów.

      Usuń
  3. Fajny mebel. W dzieciństwie, u którejś z moich licznych ciocio-babć stał podobny kredens, wielki, stary, tyle że ciemny. Nie byłam jego mieszkanką, chyba zbyt rzadko miałam możliwość go widzieć. My mieszkaliśmy w małym mieszkaniu, gdzie tam wstawić taki kredens... Za to u babci ze strony ojca było, bardzo dobrze je pamiętam ogromne, stojące lustro w ciemnej ozdobnej ramie, z niską szafeczką, z (chyba) dwiema szufladami. Na szafeczce leżała muszla porcelanka, stała jakaś figurka porcelanowa i dwie sarenki. Czasem jeszcze można spotkać podobne. Bardzo lubiłam się nimi bawić. A, i jeszcze wazonik, taki kielichowato rozszerzający się, babcia stawiała w nim fiołki albo konwalie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wazonik na fiołki! Ależ koniecznie! Też był. I rubinowo czerwona kryształowa piramida-obelisk z kremlowską wieżą. Cały świat można było znaleźć w tych kryształowych odbłyskach. Sarenka też była, uszko się jej potem utłukło, a potem to już chyba cała się pobiła, bo nie pamiętam jej jakoś z późniejszych czasów.

      Usuń
  4. Przypomnialaś mi o kredensie u moich dziadków, i innych poniemieckich meblach, nic nie zostalo niestety. Zostały natomiast meble prlowskie, ktore do tej pory ciotka uzywa. Jedyna pamiatka, to szklana ryba co ją dostalam od ciotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja babcia też miała parę fajnych obiektów, bardziej ze względu na wspomnienia jak dla mnie, ale zawirowania rodzinne sprawiły, że wszystko zgarnęła zachłanna ciocia.

      Usuń
  5. A propos kredensow kuchennych, to pan od ktorego kupujemy szafę, ma też na zbyciu też kredens do kuchni, no ale ja juz nie upchnę, chociaz pomyslalam w porywie ,że w spizarni mogly stanąć, ale J nie zapalal entuzjazmem, i teraz mi jest smutno. n

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach tam, może akurat J. w tym wypadku miał rację?

      Usuń
    2. Myslę, że moja wyobraźnia przekracza granice😃😃

      Usuń
    3. Gdyby jeszcze Twoja wyobraźnia potrafiła powiększyć w rzeczywistości pomieszczenia, żeby kredens się zmieścił tam, gdzie go chciałaś postawić.

      Usuń
  6. I jak tu mówić, że wszystko jest przypadkiem? Chyba nie.
    Fajna historia z tymi kredensami... U mnie w domu takiego nie było, babcia miała szafę, a rodzice ciemne meble na wysoki połysk - taki komplet, z kredensem również, który dzisiaj fajnie by wyglądał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre z tych starszych mebli nie mieszczą się we współczesnych mieszkaniach, po prostu.

      Usuń
  7. Fajnie się czyta twoją kredensową opowieść! W pamięci trzylatki tkwił mi żywopłot aż do nieba na Wysoczyźnie Elbląskiej, jak skonfrontowałam to wspomnienie w wieku nastu lat, to żywopłot zmalał tak do metra osiemdziesiąt ;)
    Kredens ciekawy, roboty trochę z nim będzie, ale warto go uratować.
    U nas w nyży stoi kredens, ale taki kuchenny, strasznie odrapany on i szuflady ma wyrobione, cuś mnie ostatnio zaczęło kusić aby go przeciągnąć do pokoju. Jako że nie lubię takich meblowych remontów, to sobie tak myślę, że może wystarczyłoby go porządnie wyszorować. Coś na kształt pracowni zaczęłam w tym pokoju robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako dziecię, miałam kubek do picia mleczka. Ogromny kubas, powiadam Ci. Zawsze było tego mleka w nim za dużo, nie do wypicia do końca. Po latach znalazłam go u Mamy w zakamarkach kuchennej szafki. Maluśki kubeczek. Aż śmiech bierze jaki tyci, teraz z niego pijam małą kawkę z ekspresu.

      Usuń
    2. Hehehehehe po tej opowieści widać jak bardzo lubiłaś mleko :)
      Ja lubiłam mleko za to nie cierpiałam żadnych brejowatych mlecznych zup ;)

      Usuń
    3. Zup mlecznych też raczej nie lubiłam. Chociaż gdy spędzałam wakacje u babci - smakowały mi. Ale może pod wpływem czarodziejskiego kredensu?

      Usuń
    4. Agniecha - to tak, jak ja. Mleka nie cierpię i nigdy nie lubiłam, ale wmuszane miałam w dzieciństwie... Nawet ostatnio, koleżanka w pracy przyniosła sobie mleko kozie, chciałam je spróbować i dałam radę mały łyczek tylko.

      Usuń
    5. Owsianka, fuuuj, pamietam jak wciskala ja we mnie babcia , nawet pamietwm podkarmianie mnie. Z mlekiem to lubilam tylko ryż, lub pokrojone podsuszone rozne resztki buleczek, np.chałki czy ciasta drozdzowego .

      Usuń
    6. Teraz lubię owsiankę, ale to coś zupełnie innego niż wodnista breja, którą pamiętam z dzieciństwa.
      Karmienie na siłę ( dla dobra dziecka, ależ oczywiście ) też pamiętam.

      Usuń
  8. Kedy moi rodzice kupili mieszkanie w starej kamienicy w Gdansku Wrzeszcz to rowniez odkupili meble od ludzi ktorzy emigrowali do Niemiec (lata PRL, emigrowalo sie na tzw. pochodzenie). Miedzy innymi dwa kredensy. Jeden jest identyczny jak ten tutaj na zdjeciach ale w doskonalym stanie. Ten blacik sie wysuwa i jest on z marmuru. Drugi kredens jest chyba od kompletu ale nie ma gornej czesci (to raczej komoda?). Pewno z siostra sprzedamy je bo planujemy mieszkanie wyremontowac. Nawet nie wiedzialam ze jest popyt na takie meble.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak fajnie - nasz kredens ma rodzeństwo na drugim końcu Polski!
      Czy jest od tego samego wykonawcy, że się spytam z ciekawością wielką? U mnie blaszka jest przymocowana do wewnętrznej części drzwiczek dolnych.
      Ten mój też ma blacik wysuwany z marmuru, białoszarego.
      A z tym popytem, to trudno orzec. Na pewno jest podaż - sądząc po ilości ogłoszeń.

      Usuń
    2. Musze sie siostry zapytac zeby sprawdzila jak bedzie w Gdansku w mieszkaniu, ja mieszkam na stale juz od 30 lat w Holandii i tylko bywam w rodzinnych stronach.Ale dam sobie glowe uciac ze ten sam bo mebel jest jak kropla wody podobny.Tak, blacik jes bialo szary.Poprosze ja zeby tez zrobila zdjecie.

      Usuń
    3. A ja od 16 lat nie mieszkam w Holandii.:-)
      Ciekawa jestem bardzo, czy nasze kredensy są spokrewnione.

      Usuń
  9. Moja mama urodziła się w Wałbrzychu. Diadkowie mieszkali w poniemieckiej wili. Mieli przepiękne meble, w tym taki właśnie kredens, biblioteczkę, dukrotnie rozkładany stół (przy którym odbyło się wesele moich rodziców), przepiękny stolik z mosiężnym blatem "rzeźbionym" w antyczne sceny. Gdy wyprowadzali się z Wałbrzycha, zabrali wszystkie meble ze sobą i ja też miałam dzieciństwo z kredensem. Teraz babci i dziadka już nie ma, ale kredens jest - u mojej cioci.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak sie tu wprowadiziliśmy, to odziedziczyliśmy po poprzedniku trochę starych mebli. Były w całkiem niezłym stanie. Zwłaszcza szafka, która kiedyś słuzyła jako toaletka pod wielkie lustro. Odmalowałam ja porządnie a C. dorobił jej ładne drewniane uchwyty i stoi w mojej kuchni na honorowym miejscu.
    Twój kredens wygląda na bardzo solidny. I fajnie, że trafiłaś na niego, że wypatrzyłaś. To jak skarb wykopany spod ziemi, co cudem zyskał drugie życie!:-)
    Olga Jawor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meble z historią dłuższą niż niejedno ludzkie życie. Przemawia to do mnie.

      Usuń
    2. Do mnie bardzo, zaluję, że nie znam historii naszych bibelotow i mebli.

      Usuń
    3. Człowiek nie zna historii własnej rodziny czasem, a co dopiero znajomych mebli.

      Usuń
  11. Fajny nabytek. Kawał historii, choćby z tego względu należy mu się szacunek i specjalistyczne ręce do odnowy. A potem...nie szkoda go na taras, na rupiecie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie w chacie się nie zmieści, nieszczęsny. Ale taras jest zadaszony i będzie mu sucho.

      Usuń
  12. Kredens jak talala :) I ja mam sentyment do kredensu, który stał u babki. Ale to był taki inny kredens, mało światowy, z podlaskiej chałupki. Są takie w skansenach. W każdym razie wygląda na to, że spotkanie twoje i kredensu było nieuniknione. Aczkolwiek wymaga on sporo pracy i będzie ona przyjemna zapewne :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejuniu, nigdy nie mieszkalam w kredensie, moja Babcia prawie nic nie miala, a jak przyjechala z nami mieszkac, to przywiozla walizeczke, maszyne do szycia i woreczek kartofli, bo piaszczysta gleba nad Jeziorka jest nAJLEPSZA. Ale u mojej przyjaciolki z dziecinstwa, Ewci, stal taki jak Wasz. Tak samo piekno-tajemniczy. Co w nim bylo, to sie nigdy nie dowiedzialam... chcialabym taki tez, tylko nie mam wystarczajaco duzego zadaszenia, w drugim zas miejscu kompletny brak zadaszenia i miejsca, nawet w garazu. Nie mam pojecia jak sie to czysci i remontuje, choc w domu dziecinstwa byla szafa, piekny stol i toaletka z fornirem orzechowym. Ale w dobrym stanie. Po Niemcu. Szkoda, ze nie mieszkam na Dolnym Slasku (bo na sam ukochany Wroclaw i garniec monet by nie wystarczyl, o Biskupinie nie wspominajac), bo i wspomnienia i przypomnienia i okolice i widoki. Ale to nie jest zal taki gryzacy, bardziej sentymentalny, bo jest mi dobrze tam, gdzie jestem.

    CO bedzie w kredensie? Tajemnicze przedmioty? I zycze przyjemnego remontowania mebla, warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością skombinuję mu tajemnicze przedmioty. Inaczej co to będzie za kredens.

      Usuń
  14. Moja mama miała podobny, co do czyszczenia to na blogu Nowy dom w starym stylu , jest podana mikstura do takich mebli, sprawdzałam , działa. i taki fornir może byc przyklejany na butapren. np . z tego co pamietam to paski fornirowe maja klej. Przyjemnej pracy. Maria

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety, nie chcę Cię zniechęcać, ale kredens stojący na dworze, nawet pod dachem, zniszczy się. Pod fornirem są deski, które pod wpływem wilgoci (nawet tylko z powietrza) wypaczą się, więc fornir popęka i będzie odpadać. O pleśń też nie będzie trudno. Mebel nie rozpadnie się tak od razu, ale długo nie pożyje. Będzie też problem z otwieraniem drzwiczek: wypaczone i wilgotne nie dadzą się otworzyć. Wszystkie części metalowe zardzewieją. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy. Tam gdzie stał do tej pory, było też raczej wilgotno.

      Usuń
    2. Zgadzam się, szkoda go.

      Usuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

  17. Bardzo lubie stare meble ale... u kogos. Bo u mnie kroluje prostota najlepiej typu IKEA. Jedyny stary mebel jaki posiadam to komoda w mojej sypialni. Jest naprawde stara i bardzo solidna, wymaga odnowienia, ale jakos nigdy sie na do tego nie zabralismy a teraz to juz nie ma kto.
    Jest jak jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w domu też przeważają nowe meble. Tu akurat chcieliśmy mebel z litego drewna, żeby był w miarę wytrzymały na warunki atmosferyczne, a znajdź tu taki nowy, i jeszcze żeby nie zwalił człowieka z nóg ceną.
      Miło, że wpadłaś. :-)

      Usuń
  18. O jaki fajny! Bardzo lubie kredensy. Chciałabym tutaj kuchnie fajniej urządzić, bo na razie to spadek po teściach... okropny. Pamietam jak moja mama ze mną, a miałam jakieś 6 lat pojechała do oddalonego o ok. 15 km innego miasteczka po kredens....
    Wtedy nie mielismy auta takze podróż minęła autobusem. Na miejscu, w garażu mama kredens oglądała i był moment, że o mało nie wpadła do niezakrytego kanału... Do dziś wspominamy to jako kolejny akt ochronny jej anioła Stróża. Kredens pan nam zapakował na przyczepę i przywiózł do Sztygarowa. Potem brat zmieniał mu część blatu, chyba nowy fornir.
    Stoi do tej pory u rodziców. W blokowej kuchni....

    OdpowiedzUsuń
  19. Tja, blogger nie może zapamiętać, że to ja. Tupaja. O tym blokowym kredensie....

    OdpowiedzUsuń