Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

poniedziałek, 14 września 2026

Dalie i inne kwiecie.

Dla Ludmiły, bo ona jest pasjonatką tych trudnych dla mnie kwiatów. 

Stanowią dla mnie wyzwanie. Stymulują do rozwoju osobowości. Wzmacniają i rozwijają cechy, które występują we mnie w ilościach śladowych. Systematyczność, planowanie działań, przewidywanie, robienie rzeczy teraz, a nie potem.
Dalie, narzędzie do rozwoju wewnętrznego człowieka.
Jeszcze tego nie było, więc się tu dzielę, niech bierze ten co chce. Nowym rodzajem psychoterapii. Dalioterapią właśnie.

Ale w gruncie rzeczy, właściwie całe ogrodnictwo się nadaje do wykorzystania w leczeniu duszy. To akurat nie jest nowe. Już starożytni.... Itd.

Ale wróćmy do początku.
Dalie dla Ludmiły. Tylko niech sobie ona nie wyobraża, że znam nazwy odmian.

Trzeba się cieszyć tym pięknem, póki jest, pierwszy jesienny przymrozek załatwi dalie gruntownie. I to jest jedna z wielu ogrodniczych frustracji związanych z uprawianiem tych roślin w naszym zakątku. Strasznie krótko się człowiek napawa ich urodą.






















51 komentarzy:

  1. To w takim razie podziwiam! Ja w sumie nie zdawałam sobie sprawy, że dla mnie dalie też są terapią. Bo ja też chyba mam deficyt systematyczności. Nauczyłam się jej właśnie m.in. przy daliach. Ja znam nazwy odmian Twoich, ale nie napiszę :P. Musisz przyznać, że odwdzięczyły Ci się za Twój trud i pięknie obficie zakwitły. Urodą napawać się można! Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój odeszły ukochany bardzo lubił dalie.
      Jego własny ojciec, który był ogrodnikiem pasjonatem po godzinach pracy, miał zawsze dalie w swoim ogrodzie. I jakkolwiek mój Latający zacięcia do ogrodowania nie miał ( oprócz oczywiście udzielania dobrych rad i nieustannego komentowania moich działań ), to bardzo pragnął, by dalie mieszkały u nas, ze względów sentymentalnych.
      Ale tutaj klimat zdecydowanie jest niesprzyjający daliom. Bardzo krótki sezon. Bo jeśli ostatnie przymrozki mogą tu występować w czerwcu, a pierwsze we wrześniu, to uprawa dalii w gruncie to jakaś totalna pomyłka.
      No i te ślimaki. Uwielbiają wyżerać daliom stożki wzrostu, te pąki, z który wyrastają główne pędy. No i te karczowniki - uwielbiające żreć kłącza, pod ziemią.
      Więc dalie miewaliśmy, mizerne bardzo, bardzo to było frustrujące.
      I w końcu daliśmy spokój, bo się nie dało.
      Ale po paru latach, gdy zaprowadziłam podwyższone grządki z półautomatycznym nawodnieniem, zabezpieczone od dołu stalową siatką od podziemnych szkodników, a od góry miedzianą taśmą od ślimorów, to zaplanowaliśmy, że wracamy do dalii. No i wtedy Latający umarł. Ale dla niego mam teraz te dalie co roku. I dają radę. Odpukać. Może on im trochę pomaga, z tych innych wymiarów.

      Usuń
  2. Przepiękne są Twoje dalie! I jak różne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam Twoje wytrwale i skomplikowane (te siatki, te taśmy….) starania, ja mimo wielkiej od dzieciństwa miłości do dalii (zwanych w moich stronach giergoniami od dawnej , pięknej nazwy georginie)przegrałam ze ślimakami…. U mnie georginie rosły pięknie przez lata aż przylazły te oślizgłe potwory. Przez jakieś trzy sezony walczyłam ale cóż….. przestałam sadzić. W tym roku nabrałam nieśmiałej nadziei bo jakoś ślimaków mniej , posadziłam parę , rosły marnie i dopiero zaczynają pokazywać pąki. Ale może …… kolejnej wiosny ….. :).
    Czytuję :) i myślę o Tobie….. ale pisać to ja bardzo nielubię …. 🫣
    Niech Ci się tam wszystko darzy, w tych górach….
    Rabarbara

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby te siatki i taśmy miały być tylko dla dalii, to bym ich pewnie nie wykonała. Ale desperacja i straszliwa złość na karczowniki przede wszystkim mnie zmotywowała. Bo niby lubię się dzielić, ale są granice. Kiedy z marchwi, buraków, ziemniaków nawet zbierasz jakieś nędzne resztki, bo podziemne myszy zeżarły wszystko, pozostawiając tylko piętki z nacią, to masz motywację do zmiany. A i ślimole doprowadzały mnie do desperacji - w jedną noc potrafiły zeżreć rządek nowo skiełkowanej marchewki czy pietruszki. Ja już nawet buraki mam z rozsady z tego powodu.
    A Tobie niech się darzy tam.
    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobno zawodem najbardziej sprzyjającym długiemu życiu jest ogrodnik, a ostatni cesarz Chin, gdy dostał w tym zawodzie pracę po zwycięskiej rewolucji Mao Tse Tunga, poczuł się wreszcie szczęśliwym człowiekiem i choć tu akurat mogą występować pewne przekłamania propagandowe, to coś może być na rzeczy, zważywszy na kretyńskie reguły obowiązujące chińskich cesarzy, czyniące z nich niewolników własnego ciała. No i wiadomo: wszystko z umiarem, bo i ogrodnika da się zajechać robotą. Ponieważ mieliśmy szczęście zachwycać się Twoim ogrodem na żywo, westchnę tylko nostalgicznie na to wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogrodowanie jest jakimś takim wszechstronnym, wszechogarniającym zajęciem.

      Usuń
  6. Czytam teraz " Co przyniesie jutro" Melissy da Costa" i myślę o Tobie. Będzie dobrze. Bardzo Ci tego życzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. O widzisz, trz sobie kupilam Dalie jak sie okazuje. Ogrodnikiem jestem marnym, wydaje mi sie , ze to dlatego, ze nie mam na nic czasu ale to wymowka.
    Twoj opis grades sugeruje ogromny wysilek, spicilam sie od samego czytania😅 mialam znajomego uprawiajacego w Izerach lawende, ale zmarl. Moze znalas?
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
  8. do dalii rączki nie mam:-) zawsze zdechną albo karpy mi zmarzną albo zgniją...trudno.
    Twoje piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie do tej pory też się tak działo, ale chyba dorosłam do dalii. :-) Jak na razie dają radę.

      Usuń
  9. Piękne dalie! Inne kwiaty też :) Pamiętam dalie z ogródków różnych moich ciotek, kojarzą mi się właśnie z wiejskim ogrodem. Moja mama lubiła dalie, i babcia (mama mamy) też. Kiedyś mówiło się georginie. A ciocie, głównie te z okolic Warszawy mówiły "gieorginie" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalie to kwiaty z dzieciństwa Latającego. W moim były inne kwiaty. Najbardziej pamiętam firletki, co roku siane w rządki. I nasturcje i nagietki i cynie. I babciowe floksy oraz astry.

      Usuń
  10. Piękne kwiaty! Ja w ubiegłym roku po raz pierwszy miałam dalie, ale w skrzynkach i donicach, na tarasie, gdzie żadne ślimory ani inne paskudy nie miały dostępu. I byłam zachwycona, jak one wspaniale się rozwijały, odporne na upał, deszcz, zapomniane podlewanie itd. Niestety karpy źle przechowałam, trochę przez zapomnienie, więc w tym roku było słabo, ale uznałam, że nawet jakbym miała te karpy kupować, to warto, i na przyszły rok są już zaplanowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje karpy z poprzedniego sezonu też nie wszystkie przetrwały zimowanie. Ale zawsze można dokupić, jest tyle wspaniałych odmian, a miejsca dla dalii w ogrodzie ograniczone, więc i tak człowiek odczuwa pewien niedosyt, zwłaszcza przeglądając katalogi. I CHCĄĆ MIEĆ WSZYSTKO.

      Usuń
  11. Ojezusie, zachwycające. Pięknie masz, Agniecho. Cudownie.
    anonimowa72

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzejmie dziękuję. Pokazuję cudowne kawałki. Ale jest równowaga w przyrodzie, i w ogrodzie też. Chaszcza i zaniedbane kawałki, wzbudzające poczucie winy ogrodnika.
      Ogrodnik powinien przyłożyć się do swojego rozwoju wewnętrznego i pozbyć się poczucia winy. ;-)

      Usuń
    2. Chaszcze są potrzebne, bo wtedy piękno jest piękniejsze. Nie miej poczucia winy. Nie trzeba.
      anonimowa72

      Usuń
  12. Ależ przecudna roślinność, oglądam już któryś raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się staram napawać tym pięknem na zapas wręcz, przyjdzie pierwszy przymrozek i będzie po wszystkim. Więc"carpe diem".

      Usuń
    2. Zgadza się, dlatego też napawaj się ile wlezie, a i zdjęcia dla wspomnień zostaną.

      Usuń
  13. A ja też mogę się pozachwycać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ proszę. Carycy Katarzynie się nie odmawia. To może człowieka kosztować głowę. :-)

      Usuń
  14. Też kocham! Po pierwszych przymrozkach (kiedy ustanie gromadzenie substancji zapasowych w bulwach) wykopuj i do piwnicy. Na wiosnę powrócą! Piękne je masz! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm. Niby tak robię. Ale moja piwnica załatwiła parę karp. Nie jest idealna, a innej nie mam.

      Usuń
    2. nigdy się nie poddawaj, widocznie tamte karpy niegodne były Twojej piwnicy! Spróbuj je przesypywać suchym piaskiem :D

      Usuń
    3. Też to niby wiem. Ale jakoś do tej pory mi się nie udało piachu zatargać do piwnicy. No ale to nic nie znaczy. Może to jest właśnie ten rok, kiedy wykonam 100 % normy, a nie 74.

      Usuń
  15. Ludmiło, Twoja „dalioterapia” brzmi jak terapia, której sama chętnie bym spróbowała — choć przy moim poziomie systematyczności mogłaby wymagać terapii wspomagającej. 😉 Ty jednak masz do tych kwiatów wyjątkową cierpliwość, pasję i serce, a one chyba odwdzięczają Ci się z nawiązką.

    Dalie dla Ludmiły — to brzmi wręcz jak osobna kategoria piękna. ❤️ A ja, zupełnie jak Ty, nie będę udawać, że znam nazwy odmian. Wystarczy mi, że patrzę i podziwiam.

    Cieszmy się nimi, póki trwają. Może właśnie ta ich kruchość i krótki sezon sprawiają, że człowiek uczy się jeszcze jednej ważnej rzeczy: żeby nie odkładać zachwytu na później. 🌸

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż wolałabym, żebyś pisała go osobiście a nie za pomocą sztucznej inteligencji.
      Blogi prywatne, niekomercyjne nie są moim zdaniem miejscem dla sztucznych wytworów.

      Usuń
  16. Ojakie piękności, dusza cieszy się, gdy się na to patrzy.
    Wszystko dobre, co działa, dalioterapia działa nawet wirtualnie, bo mię też zachwyciły.
    Wiem, że ciężko wrócić po przerwie, sama mam problemy, ale jest jakaś magia w blogu, ciągnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jest magia. Choć zdecydowanie łatwiej jest czytać cudze blogi, następnie nie komentować, a jeszcze następnie snuć smętne przepowiednie o upadku blogowania... :-) Niż pisać swój. Ale próbuję.

      Usuń
  17. Rzeczywiście, kwiatów masz tam co niemiara!
    Pewnie niektóre ładnie pachną, tego na zdjęciach niestety nie można zobaczyć :o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie. Zdjęcie pokaże wiele, ale doznania całościowe póki co tylko na żywca. Nie wątpię, że jeszcze trochę badań mózgu i zapachy pewnie też zostaną zastymulowane. "Matrix" coraz bliżej nas, nie uważasz?
      Trzeba przyznać, że np. ta róża z płatkami w delikatne prążki pachnie zaskakująco pięknie.
      Bo dalie to tylko uczta dla oczu. Trochę to rozczarowujące, że tak piękne kwiaty nie mają jakiegoś obłędnego zapachu. Ale może to by było za dużo na raz i natura zaprowadziła równowagę.

      Usuń
    2. Myślę, że nie chodzi o bezpośrednią symulację mózgu, bo zdjęcia są optycznymi informacjami przekazywanymi jakoś i potem pokazywanymi za pomocą odpowiedniego monitora.
      Prowadzone są już eksperymenty nad przekazywaniem informacji chemicznych, to znaczy, może będzie w przyszłości coś takiego, jak małe chemiczne urządzenie produkujące zapachy.
      Te zapachy trzeba najpierw zapamiętać, nad tym też już się pracuje. Nie dla celów estetycznych, ale zdrowotnych.
      Już teraz istnieją analizatory potu i oddechu, mające pomóc w kontroli a także wykrywaniu niektórych chorób.

      To kwestia miniaturyzacji takich urządzeń.

      Też tak czasami myślę, że niektóre kwiaty poszły bardziej w wygląda, a inne w zapach. Takie małe fiołki na przykład, niewielkie, a czuć je na odległość :)
      Z tym, że niektóre róże zarówno ładnie pachną jak i wyglądają. Z tym, że róże są chyba dosyć sztucznym konstruktem.
      Za to drzewa potrafią ładnie pachnieć i mieć dużo kwiatów (za to małych) :o)

      Usuń
    3. Jak traf chciał, to wyskoczył mi na YT taki short z gościem, który pokazywał taki aparat, który wytwarzał różne zapachy do gier komputerowych. Był zapach prochu i jakieś tam inne, może ze 6 zapachów, już nie pamiętam jakich. :)

      Usuń
    4. Jaki znowu traf, algorytmy Cię śledzą i tyle.:-)

      Usuń
    5. Może i tak, że algorytm dobrze trafił ;o)
      W tym shorcie chodziło bardziej o to, że to ustrojstwo nie działa, bo ta firma splajtowała czy coś. Gościu się żalił, ale nie dosłuchałem do końca ;)
      Oglądam czasami shorty o naprawianiu sprzętu, nie, żebym z nich wiele skorzystał ;)

      Usuń
  18. Łanne, jakby je nazwała jakieś 12 lat temu Absorberka. U mnie nie ma miejsca na cokolwiek, nawet jakbym dalie chciała....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładne słowo Absorberki. Dobre skojarzenia wywołuje.

      Usuń
  19. Ładne to to jest, ale wykopywanie i wkopywanie to już za wiele dla mnie:):)
    Popatrzę sobie u ciebie.
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym wolała oglądać u kogoś innego. :-D
      Ale wpadłam. Są takie piękne.

      Usuń
    2. U mnie bardzo marnie przechowywały się przez zimę i wiosną okazywało się, że połowę muszę wyrzucić. Brat nadal je sadzi. Wiosną karpy pędzi, aby piękniej rosły, bo u nas wiosną bywają duże przymrozki, a to delikatne rośliny. Sadzi nieco później takie już z zielonymi pędami.
      M

      Usuń
    3. Tu tak samo z przymrozkami. W czerwcu ostatnie, a we wrześniu czasem pierwsze. W tym roku pogoda była łaskawsza, pierwszy jesienny przymrozek nastąpił dopiero parę dni temu. Choć wolałabym w drugiej połowie listopada...
      Mnie tej wiosny udało się podpędzić swoje karpy, i dzięki temu zakwitły mi w miarę wcześnie i mogłam się nimi nacieszyć.

      Usuń