Dla Ludmiły, bo ona jest pasjonatką tych trudnych dla mnie kwiatów.
Stanowią dla mnie wyzwanie. Stymulują do rozwoju osobowości. Wzmacniają i rozwijają cechy, które występują we mnie w ilościach śladowych. Systematyczność, planowanie działań, przewidywanie, robienie rzeczy teraz, a nie potem.
Dalie, narzędzie do rozwoju wewnętrznego człowieka.
Jeszcze tego nie było, więc się tu dzielę, niech bierze ten co chce. Nowym rodzajem psychoterapii. Dalioterapią właśnie.
Ale w gruncie rzeczy, właściwie całe ogrodnictwo się nadaje do wykorzystania w leczeniu duszy. To akurat nie jest nowe. Już starożytni.... Itd.
Ale wróćmy do początku.
Dalie dla Ludmiły. Tylko niech sobie ona nie wyobraża, że znam nazwy odmian.
Trzeba się cieszyć tym pięknem, póki jest, pierwszy jesienny przymrozek załatwi dalie gruntownie. I to jest jedna z wielu ogrodniczych frustracji związanych z uprawianiem tych roślin w naszym zakątku. Strasznie krótko się człowiek napawa ich urodą.



















To w takim razie podziwiam! Ja w sumie nie zdawałam sobie sprawy, że dla mnie dalie też są terapią. Bo ja też chyba mam deficyt systematyczności. Nauczyłam się jej właśnie m.in. przy daliach. Ja znam nazwy odmian Twoich, ale nie napiszę :P. Musisz przyznać, że odwdzięczyły Ci się za Twój trud i pięknie obficie zakwitły. Urodą napawać się można! Dziękuję!
OdpowiedzUsuńMój odeszły ukochany bardzo lubił dalie.
UsuńJego własny ojciec, który był ogrodnikiem pasjonatem po godzinach pracy, miał zawsze dalie w swoim ogrodzie. I jakkolwiek mój Latający zacięcia do ogrodowania nie miał ( oprócz oczywiście udzielania dobrych rad i nieustannego komentowania moich działań ), to bardzo pragnął, by dalie mieszkały u nas, ze względów sentymentalnych.
Ale tutaj klimat zdecydowanie jest niesprzyjający daliom. Bardzo krótki sezon. Bo jeśli ostatnie przymrozki mogą tu występować w czerwcu, a pierwsze we wrześniu, to uprawa dalii w gruncie to jakaś totalna pomyłka.
No i te ślimaki. Uwielbiają wyżerać daliom stożki wzrostu, te pąki, z który wyrastają główne pędy. No i te karczowniki - uwielbiające żreć kłącza, pod ziemią.
Więc dalie miewaliśmy, mizerne bardzo, bardzo to było frustrujące.
I w końcu daliśmy spokój, bo się nie dało.
Ale po paru latach, gdy zaprowadziłam podwyższone grządki z półautomatycznym nawodnieniem, zabezpieczone od dołu stalową siatką od podziemnych szkodników, a od góry miedzianą taśmą od ślimorów, to zaplanowaliśmy, że wracamy do dalii. No i wtedy Latający umarł. Ale dla niego mam teraz te dalie co roku. I dają radę. Odpukać. Może on im trochę pomaga, z tych innych wymiarów.
Przepiękne są Twoje dalie! I jak różne!
OdpowiedzUsuńJest ich zbyt wiele. :-)
UsuńPodziwiam Twoje wytrwale i skomplikowane (te siatki, te taśmy….) starania, ja mimo wielkiej od dzieciństwa miłości do dalii (zwanych w moich stronach giergoniami od dawnej , pięknej nazwy georginie)przegrałam ze ślimakami…. U mnie georginie rosły pięknie przez lata aż przylazły te oślizgłe potwory. Przez jakieś trzy sezony walczyłam ale cóż….. przestałam sadzić. W tym roku nabrałam nieśmiałej nadziei bo jakoś ślimaków mniej , posadziłam parę , rosły marnie i dopiero zaczynają pokazywać pąki. Ale może …… kolejnej wiosny ….. :).
OdpowiedzUsuńCzytuję :) i myślę o Tobie….. ale pisać to ja bardzo nielubię …. 🫣
Niech Ci się tam wszystko darzy, w tych górach….
Rabarbara
Gdyby te siatki i taśmy miały być tylko dla dalii, to bym ich pewnie nie wykonała. Ale desperacja i straszliwa złość na karczowniki przede wszystkim mnie zmotywowała. Bo niby lubię się dzielić, ale są granice. Kiedy z marchwi, buraków, ziemniaków nawet zbierasz jakieś nędzne resztki, bo podziemne myszy zeżarły wszystko, pozostawiając tylko piętki z nacią, to masz motywację do zmiany. A i ślimole doprowadzały mnie do desperacji - w jedną noc potrafiły zeżreć rządek nowo skiełkowanej marchewki czy pietruszki. Ja już nawet buraki mam z rozsady z tego powodu.
OdpowiedzUsuńA Tobie niech się darzy tam.
Dzięki!
Podobno zawodem najbardziej sprzyjającym długiemu życiu jest ogrodnik, a ostatni cesarz Chin, gdy dostał w tym zawodzie pracę po zwycięskiej rewolucji Mao Tse Tunga, poczuł się wreszcie szczęśliwym człowiekiem i choć tu akurat mogą występować pewne przekłamania propagandowe, to coś może być na rzeczy, zważywszy na kretyńskie reguły obowiązujące chińskich cesarzy, czyniące z nich niewolników własnego ciała. No i wiadomo: wszystko z umiarem, bo i ogrodnika da się zajechać robotą. Ponieważ mieliśmy szczęście zachwycać się Twoim ogrodem na żywo, westchnę tylko nostalgicznie na to wspomnienie.
OdpowiedzUsuńOgrodowanie jest jakimś takim wszechstronnym, wszechogarniającym zajęciem.
UsuńCzytam teraz " Co przyniesie jutro" Melissy da Costa" i myślę o Tobie. Będzie dobrze. Bardzo Ci tego życzę.
OdpowiedzUsuńDzięki!
UsuńO widzisz, trz sobie kupilam Dalie jak sie okazuje. Ogrodnikiem jestem marnym, wydaje mi sie , ze to dlatego, ze nie mam na nic czasu ale to wymowka.
OdpowiedzUsuńTwoj opis grades sugeruje ogromny wysilek, spicilam sie od samego czytania😅 mialam znajomego uprawiajacego w Izerach lawende, ale zmarl. Moze znalas?
Innyglos
Tomek?
UsuńInnygłos ;-)
UsuńWiem, ale ja o tego jej znajomego pytam. Czy to ten o którym myślę.
Usuńdo dalii rączki nie mam:-) zawsze zdechną albo karpy mi zmarzną albo zgniją...trudno.
OdpowiedzUsuńTwoje piękne.
Mnie do tej pory też się tak działo, ale chyba dorosłam do dalii. :-) Jak na razie dają radę.
UsuńPiękne dalie! Inne kwiaty też :) Pamiętam dalie z ogródków różnych moich ciotek, kojarzą mi się właśnie z wiejskim ogrodem. Moja mama lubiła dalie, i babcia (mama mamy) też. Kiedyś mówiło się georginie. A ciocie, głównie te z okolic Warszawy mówiły "gieorginie" :D
OdpowiedzUsuńDalie to kwiaty z dzieciństwa Latającego. W moim były inne kwiaty. Najbardziej pamiętam firletki, co roku siane w rządki. I nasturcje i nagietki i cynie. I babciowe floksy oraz astry.
UsuńPiękne kwiaty! Ja w ubiegłym roku po raz pierwszy miałam dalie, ale w skrzynkach i donicach, na tarasie, gdzie żadne ślimory ani inne paskudy nie miały dostępu. I byłam zachwycona, jak one wspaniale się rozwijały, odporne na upał, deszcz, zapomniane podlewanie itd. Niestety karpy źle przechowałam, trochę przez zapomnienie, więc w tym roku było słabo, ale uznałam, że nawet jakbym miała te karpy kupować, to warto, i na przyszły rok są już zaplanowane.
OdpowiedzUsuńMoje karpy z poprzedniego sezonu też nie wszystkie przetrwały zimowanie. Ale zawsze można dokupić, jest tyle wspaniałych odmian, a miejsca dla dalii w ogrodzie ograniczone, więc i tak człowiek odczuwa pewien niedosyt, zwłaszcza przeglądając katalogi. I CHCĄĆ MIEĆ WSZYSTKO.
UsuńOjezusie, zachwycające. Pięknie masz, Agniecho. Cudownie.
OdpowiedzUsuńanonimowa72
Uprzejmie dziękuję. Pokazuję cudowne kawałki. Ale jest równowaga w przyrodzie, i w ogrodzie też. Chaszcza i zaniedbane kawałki, wzbudzające poczucie winy ogrodnika.
UsuńOgrodnik powinien przyłożyć się do swojego rozwoju wewnętrznego i pozbyć się poczucia winy. ;-)
Chaszcze są potrzebne, bo wtedy piękno jest piękniejsze. Nie miej poczucia winy. Nie trzeba.
Usuńanonimowa72
Ależ przecudna roślinność, oglądam już któryś raz.
OdpowiedzUsuńTeż się staram napawać tym pięknem na zapas wręcz, przyjdzie pierwszy przymrozek i będzie po wszystkim. Więc"carpe diem".
UsuńZgadza się, dlatego też napawaj się ile wlezie, a i zdjęcia dla wspomnień zostaną.
UsuńA ja też mogę się pozachwycać?
OdpowiedzUsuńAleż proszę. Carycy Katarzynie się nie odmawia. To może człowieka kosztować głowę. :-)
UsuńAlbo i dwie 😅
UsuńAle mam tylko jedną.
UsuńTeż kocham! Po pierwszych przymrozkach (kiedy ustanie gromadzenie substancji zapasowych w bulwach) wykopuj i do piwnicy. Na wiosnę powrócą! Piękne je masz! <3
OdpowiedzUsuńHmm. Niby tak robię. Ale moja piwnica załatwiła parę karp. Nie jest idealna, a innej nie mam.
Usuńnigdy się nie poddawaj, widocznie tamte karpy niegodne były Twojej piwnicy! Spróbuj je przesypywać suchym piaskiem :D
UsuńTeż to niby wiem. Ale jakoś do tej pory mi się nie udało piachu zatargać do piwnicy. No ale to nic nie znaczy. Może to jest właśnie ten rok, kiedy wykonam 100 % normy, a nie 74.
UsuńLudmiło, Twoja „dalioterapia” brzmi jak terapia, której sama chętnie bym spróbowała — choć przy moim poziomie systematyczności mogłaby wymagać terapii wspomagającej. 😉 Ty jednak masz do tych kwiatów wyjątkową cierpliwość, pasję i serce, a one chyba odwdzięczają Ci się z nawiązką.
OdpowiedzUsuńDalie dla Ludmiły — to brzmi wręcz jak osobna kategoria piękna. ❤️ A ja, zupełnie jak Ty, nie będę udawać, że znam nazwy odmian. Wystarczy mi, że patrzę i podziwiam.
Cieszmy się nimi, póki trwają. Może właśnie ta ich kruchość i krótki sezon sprawiają, że człowiek uczy się jeszcze jednej ważnej rzeczy: żeby nie odkładać zachwytu na później. 🌸
Dzięki za komentarz.
UsuńChociaż wolałabym, żebyś pisała go osobiście a nie za pomocą sztucznej inteligencji.
UsuńBlogi prywatne, niekomercyjne nie są moim zdaniem miejscem dla sztucznych wytworów.
Ojakie piękności, dusza cieszy się, gdy się na to patrzy.
OdpowiedzUsuńWszystko dobre, co działa, dalioterapia działa nawet wirtualnie, bo mię też zachwyciły.
Wiem, że ciężko wrócić po przerwie, sama mam problemy, ale jest jakaś magia w blogu, ciągnie :)
O tak, jest magia. Choć zdecydowanie łatwiej jest czytać cudze blogi, następnie nie komentować, a jeszcze następnie snuć smętne przepowiednie o upadku blogowania... :-) Niż pisać swój. Ale próbuję.
UsuńRzeczywiście, kwiatów masz tam co niemiara!
OdpowiedzUsuńPewnie niektóre ładnie pachną, tego na zdjęciach niestety nie można zobaczyć :o)
Tak, dokładnie. Zdjęcie pokaże wiele, ale doznania całościowe póki co tylko na żywca. Nie wątpię, że jeszcze trochę badań mózgu i zapachy pewnie też zostaną zastymulowane. "Matrix" coraz bliżej nas, nie uważasz?
UsuńTrzeba przyznać, że np. ta róża z płatkami w delikatne prążki pachnie zaskakująco pięknie.
Bo dalie to tylko uczta dla oczu. Trochę to rozczarowujące, że tak piękne kwiaty nie mają jakiegoś obłędnego zapachu. Ale może to by było za dużo na raz i natura zaprowadziła równowagę.
Myślę, że nie chodzi o bezpośrednią symulację mózgu, bo zdjęcia są optycznymi informacjami przekazywanymi jakoś i potem pokazywanymi za pomocą odpowiedniego monitora.
UsuńProwadzone są już eksperymenty nad przekazywaniem informacji chemicznych, to znaczy, może będzie w przyszłości coś takiego, jak małe chemiczne urządzenie produkujące zapachy.
Te zapachy trzeba najpierw zapamiętać, nad tym też już się pracuje. Nie dla celów estetycznych, ale zdrowotnych.
Już teraz istnieją analizatory potu i oddechu, mające pomóc w kontroli a także wykrywaniu niektórych chorób.
To kwestia miniaturyzacji takich urządzeń.
Też tak czasami myślę, że niektóre kwiaty poszły bardziej w wygląda, a inne w zapach. Takie małe fiołki na przykład, niewielkie, a czuć je na odległość :)
Z tym, że niektóre róże zarówno ładnie pachną jak i wyglądają. Z tym, że róże są chyba dosyć sztucznym konstruktem.
Za to drzewa potrafią ładnie pachnieć i mieć dużo kwiatów (za to małych) :o)
Jak traf chciał, to wyskoczył mi na YT taki short z gościem, który pokazywał taki aparat, który wytwarzał różne zapachy do gier komputerowych. Był zapach prochu i jakieś tam inne, może ze 6 zapachów, już nie pamiętam jakich. :)
UsuńJaki znowu traf, algorytmy Cię śledzą i tyle.:-)
UsuńMoże i tak, że algorytm dobrze trafił ;o)
UsuńW tym shorcie chodziło bardziej o to, że to ustrojstwo nie działa, bo ta firma splajtowała czy coś. Gościu się żalił, ale nie dosłuchałem do końca ;)
Oglądam czasami shorty o naprawianiu sprzętu, nie, żebym z nich wiele skorzystał ;)
Łanne, jakby je nazwała jakieś 12 lat temu Absorberka. U mnie nie ma miejsca na cokolwiek, nawet jakbym dalie chciała....
OdpowiedzUsuńŁadne słowo Absorberki. Dobre skojarzenia wywołuje.
UsuńŁadne to to jest, ale wykopywanie i wkopywanie to już za wiele dla mnie:):)
OdpowiedzUsuńPopatrzę sobie u ciebie.
M
Też bym wolała oglądać u kogoś innego. :-D
UsuńAle wpadłam. Są takie piękne.