Konie

Konie
Konik polski, to rasa koni małych, pochodzących od dzikich koni Tarpanów występujących na obszarze Europy. Tarpany, które przetrwały zostały odłowione i umieszczone w prywatnym zwierzyńcu hrabiów Zamoyskich. W 1808 roku z powodu panującej biedy zostały rozdane do użytkowania chłopom, w wyniku krzyżowania się z lokalnymi końmi wykształciła się rasa nazwana przez prof. Vetulaniego konikiem polskim. Konik polski charakteryzuje się wysoką inteligencją, łagodnym charakterem, jest odporny, wytrzymały, ma niski wzrost (do 140 cm), silną budową ciała, twardy róg kopytny. Jest to rasa późno dojrzewająca (3-5) i długo żyjąca. Konik polski to przede wszystkim koń wierzchowy, do rekreacji, rajdów konnych i wycieczek doskonały. Jego niski wzrost sprawia, że wielogodzinne siedzenie w siodle nie jest uciążliwe, jest odważny i dzielny. Nadaje się również do prac rolnych i lekkich zaprzęgów, a jego łagodny charakter i inteligencja sprawia, że jest niezastąpiony w hipoterapii. Konik polski to świetny wybór dla całej rodziny, również dziecka, bo gdy nasz mały jeździec dorośnie, to nie będzie musiał rezygnować z jazdy na swoim przyjacielu, konik polski bez uszczerbku na zdrowiu poniesie jeźdźca o łącznej wadze do 130 kg

środa, 26 czerwca 2019

Zachwyt.

Były jakieś szczytne plany, coby napisać coś mądrego, z sensem, a tu nic. Czas uciekł, praca została, upał też, a ja nie za bardzo funkcjonuję, gdy gorąco. Ciśnienie w człowieku niskie, w głowie się kręci, nogi się gną w kolanach...Więc roboty ogrodowe i inne zewnętrzne raczej wczesnym rankiem i wieczorem, a i to czasu mało. W ciągu dnia - trochę na dworze, z przerwami, albo we w środku, w relatywnym chłodzie. Pies dyszy i ledwo chodzi. Ma już swoje lata, więc nic dziwnego, że się męczy. Konie chowają się w cieniu w dzień, a życie towarzyskie i gastronomiczne uprawiają w nocy. Gzy, i cała masa innych gryzo-ssących potworów krąży nad ziemią i próbuje zrobić dziurę i wyssać krew. Tylko nasza kotka żwawa, ale ona młoda jest.

A zachwyt jest - za każdym razem, gdy wychodzę z domu i podziwiam, co nowego zakwitło i urosło.
Pokażę Wam.
Maki do produkcji wiadomoczego.

Róża idealna.

Żeleźniaki dostałam od szwagra Latającego, u niego w Holandii rosły w półcieniu, a u mnie albo w pełnym słońcu albo w cieniu drzew, zależy od pory dnia. nadmienię, że zakwitły po 3 latach.

Róża pnąca potwór - o 6 metrowych przyrostach rocznych. I kolcach jak z horroru.

Cudna róża o kolorze wpadającym w niebieskawy fiolet. Tak się zresztą nazywa -Veilchenblau. Kwiatki malutkie, 3-5 cm.
Tutaj znowu niejaka "Reine des Violettes"


A tu irysik niewiedomojaki ale Tabbaza będzie wiedziała, bo od niej przybył. I dobrze mu u nas, bo tak pięknie zakwitł.

A tu symboliczne spotkanie Hany ( żywokost kaukaski- kwiatki cudnie błękitne ) i Tabaazy ( bodziszek żałobny wyjątkowo nadobny ).

Spodobały mi się pąki hortensji dębolistnej. Tym bardziej, że zachciała zakwitnąć po raz pierwszy.

Jednym z piękniej pachnących miejsc w naszym ogrodzie jest kompostownik, jak widać obsadzony wiciokrzewem.

Warzywniak, przed tygodniem, teraz jest bardziej żółty.

Azalia niewiadomojaka.

Taki piękny.

Róża pnąca, Alchymist jej na imię.

29 komentarzy:

  1. Proszę, jak pięknie Ci wszystko rośnie mimo upałów !!!!! Posadziłam sobie w tym roku żeleżniaki :) - masz je w słońcu pełnym czy półcieniu ? Bo eksperymentalnie powsadzałam i tu i tu ;) .... A u mnie ciężka glina i trochę się martwię. I skąd masz niebieściutkie żywokosty ? Jeśli zdjęcie nie mami :). U mnie głównie fioletowe, czasem pojawia się biały albo różowy a niebieskich nie mam, buuuu
    Ładnie im z bodziszkiem żałobnym :). Któren u mnie się sieje wszędy i owędy ;)).
    Tak, rośliny radzą sobie wspaniale i bujnie, szkoda tylko, że szybko przekwitają ale.....
    A my.... cóż my....ja tak całkiem poważnie o konieczności przyzwyczajania się bo to nam pozostaje.
    U mnie 36 w cieniu, lekko dmucha, koty walają się po ciemnych kątach ;).
    I kręgosłup znowu się zbuntował :(.
    I od sąsiada z którym wymieniałam się roślinkami złe wieści......nie wiem czy jeszcze tej jesieni będziemy się wymieniać.......
    Zawsze cieszył mnie czerwiec a ten smutny jakiś........
    To ciesz się urodą świata :))), w końcu troszkę się ochłodzi :).
    Rabarbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobię podpisy pod zdjęciami. Nie chciało mi się okrutnie, ale właśnie wróciłam z dworu ( dworu, no do jasnej anielki, jakiego znowu dworu - skwaru, patelni, piekła na ziemi ) i tak tu chłodno w naszym domu. Że aż się chce z lekka coś zrobić niewielkiego. Np. podpis pod zdjęciem.

      Usuń
    2. Dziękuję, że Ci się chciało, mimo ;). Informacją o powolności rozwoju żeleżniaka mie zaskoczyłaś, nic to, może dożyjemy (ja i on). No to muszę szukać żywokosta kaukaskiego. Dębolistną też mam, podoba mi się u niej (w niej?) wszystko :). Azaliawiadomojaka - ładna :). Te maki to wieloletnie? W moich okolicach nie widuję, może nie lubią tu być? Pomysł na wiciokrzew przy kompoście zastosuję ;)) bo jakoś bez sensu (jak się okazało) posadziłam dwa w bardzo słonecznym miejscu i dość suchym no i nie chcesz wiedzieć jak wyglądają po najeżdzie mszyc :(.
      Te irysy Tabazy to mnie kiedyś dobiją ..... Ten u Ciebie jak baletnica Degas'a....
      Rabarbara

      Usuń
    3. Maki jednoroczne.
      Żeleźniak może tylko u mnie taki opieszały.
      Żywokost ponoć strasznie się panoszy - popatrzę pod koniec sezonu, czy się rozmnożył wegetatywnie i może podeślę?
      Tabaaza ( jej ogród znaczy się )wzbudza we mnie niską, intensywną zawiść.

      Usuń
  2. Najbardziej podobają mi się maki i żywokost. Tak bardzo, że zastanawiam się, czy sobie nie zafundować do ogrodu. Upał mnie też męczy, ale nie próbuję nawet się "przegwałcać. Coś zrobię i do książki, potem znów coś zrobię i tak na około, zrywami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podobnie jak Ty funkcjonuję, bo inaczej nie mogę.

      Usuń
  3. Cudne wszystko, prócz skwaru.
    Od jutra chlodniej, bardzo na to czekam.

    OdpowiedzUsuń
  4. O tej nielidzkiej godzinie slodko spalam, to nie wiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My natomiast zasuwaliśmy wtedy, zakładając ogrodzenia dla naszych koni.

      Usuń
  5. A mła jest gorzej dzisiaj niż wczoraj, pada na tzw. ryj i podpiera powieki zapałkami ( co zresztą niewiele pomaga, zaraz mła pójdzie ajciu i będzie chrapać ). Azalia Niewiadomojaka to najprawdopodobniej 'Homebush', irys to IBiak 'Magic Bubbles', biała róża wygląda na jakiegoś ramblera z Rosa helenae wśród przodków. Ogrodu nie ma co zazdraszczać czy nawet zawistać tylko trza ogrodowac po swojemu, z uporem konika polskiego!;-) Maczek cudo ale 'Alchymist' - no klękajcie narody! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten rambler nazywa się niewinnie "Bobby James".
      Moja, po intensywnych wyczynach pracowniczych wczoraj, padła jak bedłka(?), bedka (?) i wstała dopiero dziś, uwarunkowany organizm obudził się o 5.30, pewnie chciał znowu zasuwać. No to zasuwawszy w ogrodzie nieco, poruszywszy warstwę gleby, coby posadzić kapustę toskańską, a tu pod powierzchnią zaczaiła się Sahara i trzeba było najpierw solidnie nawodnić, żeby w ogóle spróbować coś posadzić. Posadziłam kilka, a potem zrezygnowałam, bo przecież do suchego się nie da.
      Ale za to pół sianokosów za nami, więc mam prawie pewność, że nasze konie będą miały co jeść w zimie. Wczoraj kosili drugą połowę naszych łąk i teraz sobie leży to mizerne skoszone i schnie. A niebo chmurzy się. Więc Agniecha stresuje się. Bo przecież złośliwość bogów nie zna granic i w dupie swej mają prognozy.
      Alchymist w tym roku szaleje. Cieszy mnie to, bo tak długo się nie mógł u nas zaaklimatyzować, że się klimat w końcu zmienił i w tropikach mu dobrze.

      Usuń
    2. Bo z tymi bogami to zawsze tak! Upierdliwie wymyślajo jakieś reguły do których się same nie stosujo! Podmuchaj na te te chmury tak żeby je przewiało w kierunku miasta Odzi, mła by się z deszczu cieszyła. W ogóle to mła podziwia Moją za te usiłowania z kapustą z Toskanii, mła po wczorajszym dniu który jej upłynął na prawie 14 godzinnym dreptaniu jest jakby trochę tylko żywa i podobnie jak Rabarbara mła czuje że ma kręgosłup.

      Usuń
    3. Podmuchałam na chmury, może polecą w Twoją stronę.
      Moja też ledwo łazi, chyba siłą rozpędu, bo jak się zatrzyma, to zauważa, że jej się nogi trzęsą. Ale w nagrodę za ciężką pracę, na 12.30 umówiona wizyta u masażystki, kręgosłupo - specjalistki, ona zawsze mi robi dobrze.
      Ogólnie to chyba jednak lepiej, że czujecie, że macie kręgosłupy ( co za słowo, swoją drogą ) drogie ogrodniczki bez umiaru, bo bez nich to chyba tylko amebą czy inna ośmiornicą byłoby się.

      Usuń
    4. Hmm, przy tej ilości podlewania to chwilowo chyba wolę być ośmiornicą ...... rabarbara

      Usuń
    5. Tym bardziej, że ośmiornica miło w wodzie się pluszcze.

      Usuń
  6. Maczek, maczek - to się mnie najbardziej podoba. A ja nad polskie morze uciekłam od spiekoty, ale jutro już wracam na nasze Pogórze Kaczawskie sprawdzić czy moje zasiewy już wyparowały w tym skwarze. Agniecha zostawię Ci klucze do apartamą pod wycieraczką, wbijaj się ochłodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za propozycję, ale ja tu uwiązana do gospodarki i raczej nie skorzystam.
      Maczki pięknie się sieją same, ja już je tylko wyrywam.

      Usuń
  7. róża pnąca która się ostała po zimie czerwona wybujała pachnąca i u mnie jest, na tarasie i wiciokrzew oba zapachy mieszają się nieprzyzwoicie...
    pięknie u Was i tak uporządkowanie. ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, róża+wiciokrzew to piękna mieszanka zapachowa. Mam też, i też wokół tarasu i jęczę z rozkoszy za każdym razem gdy wychodzę z domu. Uroki życia w naturze są.
      Uporządkowanie, bo pokazuję uporządkowane kawałki, droga V. Autocenzura i te sprawy. Chwast atakuje, i ogólny bałagan takoż, ale pozostawiamy takie rzeczy poza kadrem. W końcu od czego jest kadr? Żeby pokazać to, co się chce pokazać, a nie to, co jest.

      Usuń
    2. Hehehehe Agniecha z tym kadrem to święta racja :)))
      Kwiecie masz przepiękne, jednakoż dla mnie też maki najpiękniejsze.
      Wczoraj w okolicach Gruszeczki tej w drodze do Milicza odkryłam dwa pokaźne pola słonecznikowe, jak zakwitną będzie ocean słońc :)

      Usuń
    3. Jeszcze coś pamiętam najwyraźniej ze szkoły z zajęć fotografii. Zapomniałam natomiast jak to było z głębią ostrości i przesłoną, i jakoś nie chce mi się zgłębiać tematu. No więc wybranie kadru to jedyne, co robię, resztę pozostawiam mojemu aparatowi, który nie jest super. Wkurza mnie na przykład, że te zdjęcia nie są super ostre.

      Pole słoneczników zawsze fajnie wygląda, jakkolwiek zastanawiam się, czy nie wolałabym ze względów estetycznych podziwiać pól lnu. Widziałam raz czy dwa i do tej pory pamiętam ten niesamowity błękit.

      Usuń
    4. Przyjrzałam się teraz uważnie twoim zdjęciom i dziwnie z tą ostrością na nich. Wygląda to tak jakby na obiektywie były tłuste plamy po dotknięciu palcami i w tym miejscu obraz się rozmywa.
      Nie dotykasz niechcący obiektywu w trakcie robienia zdjęć? To może być także wilgoć od zraszacza, abo co innego :)
      Te rozmycia są nieregularne, więc to chyba nie "zasługa" aparatu.

      Usuń
    5. Marija, masz rację, są nieregularne plamy, i na każdym zdjęciu w tym samym miejscu. Przetrę obiektyw. Dzięki!

      Usuń
  8. Agniecha, ta róża Alchymist to po prostu PIĘKNA jest. Wszystko cudne, ale róża...urzekła mnie.
    Ja słabo funkcjonuję w upały. Nie mam gospodarstwa, ani ogrodu. Raczej pędzę życie mola książkowego. Mam nowe regały w bibliotece, ale nie mam siły przenosić książek. Poczekam na jakiś front arktyczny.
    Konikom współczuję, bo te gryząco-ssące latają wszędzie i są strasznie krwiożercze.
    Liczmy na ochłodzenie. Nadejdzie na pewno....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Ja też ostatnio pędzę życie mola książkowego w czasie największego upału. Tylko rano i wieczorem zamieniam się w chłopkę.
      Teraz lecę se całą serię Sansoma od początku do końca po raz kolejny. Ach, te krwiste i krwawe czasy Henryka VIII in merry old England.
      Różą Alchymist zachwyciłam się natychmiast, kiedy ją zobaczyłam na zdjęciu szkółki róż. Musiałam ją nabyć. I nabyłam. I w końcu, po ładnych paru latach męki, daje czadu i zadziwia obfitością.
      Ochłodzenie dopiero po poniedziałku - siano będziemy już mieli wtedy zwinięte w baloty, to mogę pozwolić, by przyszło. Do Ciebie oczywiście niech przyjdzie, kiedy Ty sobie życzysz.

      Usuń
  9. Jeżu, zachwycający ogród!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz trochę bardziej żółto - brązowy. Ale od nocy ma padać deszcz - trzydniówka. Oj, żeby to była prawda. I żeby to nie była powódź.

      Usuń